Witajcie w ten piękny, deszczowy dzień 🙂 Część wakacji już za nami. Ci, którzy w październiku zaczynają studia pewnie powoli zastanawiają się już, jak to będzie, co nowego ich czeka. Jako studentka politechniki mam coś w tym temacie do powiedzenia – na początku istnienia bloga powstał wpis z moimi przemyśleniami, który możecie przeczytać tutaj. Dziś zapraszam Was na część drugą.

4. Nowe, wielkie miasto

Podejrzewam, że wielu z nas na okres studiów przenosi się do większego miasta, niż to, w którym do tej pory żyło. Wyobraźcie sobie, że ja, z wioski liczącej może tysiąc mieszkańców, wpadłam nagle do takiego Wrocławia. Ok, w czasie liceum mieszkałam w internacie w Toruniu, ale to wciąż tak, jakby porównywać czereśnię z arbuzem.
Co tu dużo mówić, byłam zachwycona i przerażona jednocześnie. Musiałam ogarnąć komunikację, a moja orientacja w terenie jest tragiczna i zdarzało mi się pojechać w inną stronę, niż powinnam. Wybranie fryzjera, szewca czy lekarza wiązało się z godzinami spędzonymi na analizowaniu i szukaniu najlepszej opcji. Gdy układałam sobie plan na studia, albo wiedziałam, że czeka mnie podróż do centrum to musiałam tak kombinować, żeby nie wpaść w największe korki. Bywało, że 20-minutowa trasa ciągnęła się ponad godzinę…
No i co ciekawe – mówi się, że w dużym mieście jest wszystko. Właściwie zgadzam się, ale jak to „wszystko” odnaleźć? 😀 Przykład: przez pół roku nie wymieniłam baterii w zegarku na rękę, bo nie wiedziałam, gdzie ją kupić. U siebie nie miałabym takiego problemu.
No i co mnie najbardziej denerwuje – na głupie zakupy czy w ogóle dostanie się gdziekolwiek trzeba przeznaczyć trochę czasu. Samochodem się zazwyczaj nie opłaca, autobusy czy tramwaje niby jeżdżą często, ale jak się mieszka na obrzeżach to i tak trochę schodzi. Zostaje rower, bo tutaj przynajmniej łączy się przyjemne z pożytecznym 😀

Żeby nie było, że wypisuję same złe rzeczy. Tak jak wspominałam, w dużym mieście jest wszystko. Chcę iść do kina, teatru – proszę bardzo. Jakieś mniej dostępne sklepy – też są. Markety praktycznie pod nosem, nie muszę jeździć 15 km po makaron sojowy, o którym na mojej wiosce pewnie nawet nie słyszeli. Wielkie miasto, tak jak wszystko, ma swoje wady i zalety. Jeśli ktoś zapytałby mnie, gdzie do tej pory podobało mi się bardziej, zdecydowanie odpowiedziałabym, że we Wrocławiu. Ale to wciąż nie jest to, czego ja potrzebuję 😉

5. Praktycznie nie jesteś w stanie poznać wszystkich ludzi na kierunku

Zdaję sobie sprawę z tego, że Politechnika Wrocławska jest duża. Właściwie, jest ogromna 😀 W innych miastach może to wszystko wyglądać inaczej, ale to nie zmienia faktu, że na kierunku jest nas zazwyczaj kilkadziesiąt, albo nawet kilkaset. U mnie na początku było nas ponad 300. Sporo, prawda? Gdy dodamy do tego fakt, że nie mamy stałych, ustalonych grup, wszystko staje się już jasne. Ciężko jest poznać każdego, zamienić z nim chociaż kilka słów. Wiadomo, w szkole średniej też nie ze wszystkimi utrzymywało się kontakt, ale nie było opcji, żeby nie znać imienia kogoś z klasy i nie wiedzieć o nim nic. A u nas normą jest zastanawianie się, czy dana osoba studiuje z Tobą na kierunku (i to nawet na czwartym semestrze :D), albo jak ten ktoś, z kim właśnie rozmawiasz, ma na imię.

6. Zrozumiesz, co to praca zespołowa

Czasami zadania, które musimy wykonać okazują się tak abstrakcyjne, że potrzeba kilku mózgów, by rozgryźć, co prowadzący miał na myśli. Przed ważnym kolokwium czy sesją naszą grupa na Facebooku wrze od wrzucanych notatek, przerabianych zadań. Wspólnie opracowujemy zagadnienia i uczymy się razem – zadając pytania i odpowiadając na nie. Zdarzają się chamskie komentarze, gdy ktoś czegoś nie rozumie, ale zazwyczaj każdy stara się wytłumaczyć najlepiej, jak potrafi. I to jest dla mnie spore zaskoczenie po czasach liceum. Niby byliśmy zgraną klasą, każdy każdego lubił, ale chęci do dzielenia się rozwiązaniami było jakoś mniej. Wiadomo – nikt za Ciebie dyplomu nie zrobi, ale taka wspólna praca motywuje i sprawia, że łatwiej i szybciej można coś zrozumieć.

Ciekawi mnie, czy macie podobne odczucia 😀 A może studia dopiero przed Wami? Dajcie znać w komentarzu!

 

3 thoughts on “Studia na politechnice – historia prawdziwa, część II”

  1. Ja jestem typowo uniwersytecka, właśnie skończyłam 5 rok i jestem bardzo zadowolona z przebiegu mojej edukacji, przeżytych przygód i nabytych umiejętności 🙂 Przede wszystkim bardzo mnie te studia ukształtowały jako osobę, a mając niewiele osób na roku zawdzięczam im również wspaniałe znajomości i wiele ciekawych wspomnień 🙂

    1. Z tego, co obserwuję wśród znajomych to faktycznie studia na uniwersytecie wyglądają nieco inaczej. No i tak – studia uczą życia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *