Z racji tego, że wspomnienie świąt jest jeszcze świeże, a niebawem przecież czeka przerwa semestralna (może dla niektórych już trwa?) przypałętała mi się do głowy pewna myśl. Zastanawiałam się, jak wygląda moje odpoczywanie i jak przebiega to u innych studentów. Czy życie od weekendu do weekendu, od jednego wolnego do drugiego nie wydaje się trochę znajome? Chociaż staram się tego nie robić, to niestety czasami przyłapuję się właśnie na czymś takim. Wydaje mi się, że dotyczy to nie tylko uczniów i studentów; z obserwacji wynika, że ten problem ma wielu z nas. A co, gdy przychodzi to upragnione wolne? Potrafimy usiąść i odpocząć, z głową wolną od obowiązków?

NIE ODDZIELAMY OBOWIĄZKÓW OD CZASU WOLNEGO

Jeśli jesteś uczniem lub studentem, zastanów się, czy nie jest Ci znajoma taka sytuacja: trwa sesja, mówisz sobie, że od rana siadasz do nauki. Później faktycznie się uczysz, ale wieczorem uświadamiasz sobie, że nie przerobiłeś wcale zbyt wiele materiału, mimo iż siedziałeś nad tym cały dzień. W czym leży problem? W tym, że nie potrafimy faktycznie skupić się na tej jednej rzeczy, w tym przypadku nauce. Rozpraszamy się co chwilę, w czasie przeznaczonym na naukę sprzątamy, gotujemy, wstawiamy pranie. Czasami też robimy zbyt długie przerwy, bo przecież „ile można ślęczeć nad książkami”. W efekcie ten proces przeciąga się do późnych godzin wieczornych, a my nie dość, że nie przerobiliśmy tego, co było w planach, to w dodatku czujemy się zmęczeni. Czy nie prościej byłoby usiąść, zrobić, co jest do zrobienia i zwyczajnie odpocząć?

Wiem, wiem, łatwo mówić. Ciągle staram się tak właśnie działać, a to i tak nie zawsze wychodzi ;). Odkąd jednak wyeliminowałam zbędne rozpraszacze, jest mi znacznie łatwiej. No i jednak wyjście z domu i praca np. w kawiarni czy bibliotece też bardzo pomaga, bo nie myślimy wtedy o obowiązkach domowych i nie odrywają nas żadne    inne przyjemności. Dlatego po części zazdroszczę osobom, które pracują w stałych godzinach, wracają do domu i mają spokój. Jednak dobrze wiemy, że w życiu studenckim jest to niemożliwe – zawsze jest coś do zrobienia 😉

ODPOCZYWAMY TAK SAMO, JAK SIĘ MĘCZYMY

Student politechniki z pewnością spędza sporo czasu przed komputerem. Zresztą inni studenci czy uczniowie również – tak już jest, że teraz ogrom rzeczy możemy wykonać na tym niesamowitym urządzeniu. Poza tym męczymy wzrok przy książkach i zeszytach, co zabiera nam sporą część dnia. A co robimy, gdy w końcu nadchodzi upragniony odpoczynek? Wielu z nas siada przed telewizorem, albo ponownie przed komputerem, niektórzy decydują się na jakąś relaksującą powieść. I to wszystko jest w porządku i dla ludzi. Ale odpoczywanie w ten sposób nie rożni się wiele od pracy. Jasne, przy tym się nie stresujemy, nie musimy się skupiać i wytężać głów. Jednak migające ekrany czy przesuwanie wzroku po ścianie tekstu również potrafi zmęczyć, tym bardziej gdy robiło się to też chwilę wcześniej i wcale nie w formie relaksu. Wiem, oglądanie seriali przez pół dnia jest fajne, ale przypomnij sobie, czy po takiej sesji nie bolała Cię głową, nie czułeś, że brakuje Ci powietrza i sił?

Jeśli więc większość czasu w pracy/szkole/na studiach spędzasz przed komputerem czy książkami, spróbuj odpocząć aktywnie. Wyjdź na spacer, rower, basen. Zrób jakieś ćwiczenia rozciągające, umów się z kimś na kawę, albo pograj w planszówki. Pomysłów na aktywne spędzanie czasu jest mnóstwo, nawet teraz, zimą. Komputery i internet to super sprawa, pod warunkiem, że się zna umiar – zresztą tak samo jak z każdą inną rzeczą.

GŁOWA NIE POZWALA ODPOCZĄĆ

Przyznam, że jest to główny punkt, który sprawia, że czasami odpoczywanie mi nie wychodzi. Mimo, że naprawdę jestem zmęczona i nie mam nic ważnego do zrobienia, nie potrafię zwyczajnie usiąść i pozwolić sobie na nicnierobienie. Odkładam książkę na bok, bo „może się czegoś pouczę”, albo „lepiej posprzątam mieszkanie”. Zawsze też w takich chwilach wiele myśli bije się w mojej głowie, przez co nie mogę się na niczym skupić; na odpoczynku też nie. Chodzę z kąta w kąt, bo wcale mi się nie chce i nie mam siły na robienie czegokolwiek produktywnego, a jednocześnie nie mogę bez wyrzutów sumienia zrobić czegoś, co będzie zwyczajnie przyjemne. W efekcie ani nie odpoczywam, ani nie pracuję, a później kładę się spać sfrustrowana. Na szczęście wyrobiłam sobie już pewne metody, które w takich sytuacjach prawie zawsze się sprawdzają.

    • Zrób sobie drzemkę

Wystarczy 20 czy 30 minut, by dać głowie odpocząć, pozbyć się nadmiaru myśli i zwyczajnie uspokoić. Dla mnie taka drzemka w ciągu dnia, chociaż czasami się przed nią wzbraniam, to taki nowy start. Zaraz po niej czuję dodatkową energię i mam wrażenie, jakby przez tę krótką chwilę snu wszystko mi się w głowie ułożyło, wskoczyło na właściwe tory. No i jest to też część właściwa samego odpoczynku, jego pierwszy krok, jeśli się akurat tego potrzebuje.

    • Poczytaj wciągającą powieść

Tak, chwilę wcześniej pisałam o tym, że czasami moja głowa nie pozwala mi nawet na to, by sięgnąć po książkę, ale mam na to sposób. Często czytam kilka powieści naraz. Wiadomo: jedna wciąga bardziej, druga mniej; niektóre dopiero się zaczynają i jeszcze nic spektakularnego się tam nie dzieje. Prawie zawsze mam jednak na liście taką lekturę, do której w danym momencie moje serce wyrywa się szczególnie. Wtedy nie przejmuję się tym, że mam już rozpoczęte pierdyliard innych książek, tylko po prostu łapię za tę, która mnie najbardziej przyciąga. Wystarczy chwila, żebym zapomniała o całym świecie, a gdy w końcu obudzę się z czytelniczego letargu, nie mam wcale żadnych wyrzutów sumienia, a czuję się bardzo zrelaksowana.

 

 

  • Wyjdź z domu

Niekiedy trzeba sięgnąć po bardziej stanowcze środki i wyjść z domu ;). Gdy mam wrażenie, że zaraz zacznę chodzić po ścianach, a z głowy zaczną się sypać iskry, zakładam buty i czym prędzej ewakuuję się z mieszkania. Czasami idę na spacer do warzywniaka, a innym razem do biblioteki. Chodzi o to, by się trochę przewietrzyć i nie zwariować, gdy się cały cały czas siedzi w jednym pomieszczeniu.
Niekiedy też dobrym pomysłem jest zabranie siebie samego na pyszne jedzenie, albo kawę i deser. Kiedyś byłam typową studentką i żałowałam sobie pieniędzy na takie przyjemności, ale teraz nie wyobrażam sobie, że miałabym z tego rezygnować. Wolę oszczędzić na ubraniach czy tych wszystkich „przydasię” pięknych rzeczach, których i tak nie użyję.
Gdy już znajdę się w jakiejś kawiarni, lubię mieć przy sobie książkę, albo coś do pisania. W tym drugim przypadku zaczynam sobie skrobać to, co mnie męczy i nie chce wyjść z głowy. Zazwyczaj po takiej sesji jest dużo lepiej, wiele rzeczy mi się układa i kształtuje.

 

Wiem, że ostatnio odpoczynek traktuje się nawet jako pewnego rodzaju „słabość”. Gonimy za tym, by odhaczyć jak najwięcej rzeczy z kalendarza, wypełniamy sobie dzień po brzegi. Nie dajmy się na to złapać, bo w życiu ważna jest równowaga. Nie osiągniesz tych wszystkich celów, jeśli nie pozwolisz sobie na regenerację. Nie jesteśmy robotami, którym wystarczy zmienić baterię – warto, by przy tym całym biegu zwyczajnie pozostać sobą, człowiekiem.

Jeśli chcesz wiedzieć, co u mnie słychać i być na bieżąco z nowymi postami – warto polubić mnie na Facebooku 🙂

 

 

One thought on “Czy potrafisz odpoczywać?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *