Chyba każdy wie, jaka sytuacja panuje ostatnio w polskim szkolnictwie. Dlatego nie będzie przydługiego wstępu, bo nie o to chodzi. Chodzi o to, jak naprawdę wygląda nauka w szkołach i że nie każdemu nauczycielowi należy się ta wyższa pensja.

NAUCZYCIEL Z POWOŁANIA

Jak na każdy temat, tak i na ten głosy są podzielone. Jedni uważają, że każdemu należy się godne życie za nieco więcej niż 1800 zł po kilku latach pracy. Inni twierdzą, że nauczyciele nie mają na co narzekać, bo mają przecież dwa miesiące wakacji, dużo wolnego na święta i pracują tylko 20 h tygodniowo.

No nie. Prawda jak zwykle leży gdzieś po środku. Nie wiem, ile każdy nauczyciel z osobna pracuje tygodniowo, ale wiem, że te dwa miesiące wolnego podczas wakacji nie działają tak, jak wszystkim się wydaje. Ale to znów nie o to chodzi.

Bardziej uderza mnie słynne ostatnio „nauczycielem zostaje się z powołania i pieniądze nie są tutaj ważne”.

nauczyciel piszący wzory na tablicy
Żeby być dobrym nauczycielem, nie wystarczy dobrze znać dziedziny, której się naucza. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak odpowiednio ją przekazać.

Uważam, że byłoby fajnie, gdyby każdy nauczyciel zostawał nim z powołania. A także wiele innych osób: lekarze, elektrycy, bankierzy czy fryzjerzy.

Problem w tym, że świat tak nie działa. Dziewczyny idą do szkoły fryzjerskiej, bo nie wiedzą, co ze sobą zrobić, a chłopcy zostają na wsi, bo „gospodarka nie może się zmarnować”. Można tak wymieniać w nieskończoność i jestem pewna, że znajdzie się wiele osób w takiej sytuacji. I to jest zwyczajnie przykre.

Mamy później tłumy zirytowanych ludzi, którzy do swojej pracy nie pałają miłością, a później wyżywają się na swoich klientach, pacjentach czy uczniach.

W takiej sytuacji zawsze pokrzywdzone są dwie strony. Nauczyciel przez lata chodzi do pracy, do której coś go zniechęca, a dzieci się go boją, albo nie są niczego nauczone, bo nauczycielowi się zwyczajnie nie chce.

DZIECI NIE UCZĄ SIĘ NICZEGO W SZKOŁACH

Odważne stwierdzenie, prawda? Oczywiście fałszywe, bo nie znam wszystkich szkół i wszystkich dzieci, by móc uznać to za słuszność.

Chodzi mi o to, że teraz podczas strajku wszyscy pochylają się nad nauczycielami, przecierają oczy ze zdziwienia, widząc ich zarobki i robią sobie zdjęcia z kartką „wspieram strajk nauczycieli”. Ale kto w tym wszystkim myśli o uczniach?

Założę się, że gdybym wymieniła teraz kilka profesji, z których usług korzystasz, potrafiłbyś powiedzieć, że kojarzą Ci się one dobrze lub źle. Dajmy na to fryzjerów: są tacy, od których wychodzi się z poczuciem „wyglądu jak milion dolarów”, ale są i tacy, od których wybiegniesz z płaczem, ukrywając głowę pod kapturem. Dlaczego ci drudzy mieliby zarabiać tyle samo, co ci pierwsi? Skoro nie jesteś zadowolony z efektów czyjejś pracy, to znaczy, że zazwyczaj nie zasługuje ona na wysoką zapłatę.

Przykładem mogą być nawet kasjerzy w marketach. Pamiętam jeszcze wizyty we wrocławskim Lidlu, gdzie każdy ustawiał się w kolejce do jednego pana, który zawsze powiedział coś miłego, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Lgniemy do takich ludzi, bo dzięki temu sami czujemy się szczęśliwsi.

A teraz postawcie się w sytuacji uczniów, którzy muszą codziennie chodzić do szkoły, w której spotykają zgorzkniałych, znudzonych swoją pracą nauczycieli. A może sam jesteś takim uczniem?

nauczyciel pokazujący dziecku mapę
Jeżeli nauczyciel pasjonuje się swoją pracą, to uczeń to zauważy i nauka będzie dla niego przyjemniejsza.

Sytuacja jest taka sama: dlaczego nauczyciel, który jakikolwiek szacunek wymusza krzykiem, a wyniki przeprowadzanych przez niego sprawdzianów cały czas są na żenująco niskim poziomie, miałby zarabiać tyle samo, co ten, którego uczniowie uwielbiają? Tylko dlatego, że pracuje w jednym miejscu już 20 lat.

Nie piszę tego z perspektywy osoby zupełnie oderwanej od tematu. Dopiero co skończyłam studia, mam młodsze rodzeństwo i kuzynów, którzy chodzą do szkoły i słyszę naprawdę wiele narzekania. Swego czasu udzielałam korepetycji z matematyki i naprawdę widziałam, jak wiele zła potrafią wyrządzić nauczyciele.

Żeby nie było: to, że dzieciom często się nie chce, to jest jasne. Obserwuję zachowania w stylu „nauczę się paru wzorów i może zdam”. Ja nie mówię, że nauczyciel ma skakać nad uczniem i przez stanie na głowie zachęcać go do nauki. Mnie tylko chodzi o to, żeby go do niej nie zrażał.

Każdemu będę powtarzać, na jak cudownych nauczycieli trafiłam w liceum. Nie wszyscy byli w porządku, ale na matematykę chodziło się z przyjemnością i bywało, że człowiek nie słyszał dzwonka na przerwę, bo tak był zajęty zadaniem. Jak ktoś nie umiał czegoś przy tablicy, to odchodził od niej z poczuciem winy, bo było mu głupio, że zawiódł nauczycielkę. I mówiły to osoby, którym zazwyczaj się nie chciało i na całą resztę mieli „wylane”. To jest dla mnie przykład nauczyciela, który zasługuje na wszystkie pieniądze świata, bo uczy nie tylko matematyki, ale czegoś znacznie ważniejszego.

Nie neguję strajku nauczycieli. Nie powiem jednoznacznie, czy go popieram czy nie, bo nie o to w tym wszystkim chodzi. Dla mnie ważne jest zwrócenie uwagi na problem, który – jeśli się go nie naprawi – będzie się pogłębiał i nawarstwiał, aż w końcu po ulicach będą chodzić ludzie bardzo niepewni swojej wartości i z poczuciem wielu zmarnowanych lat w szkole.

Boli mnie to osobiście, bo idąc do gimnazjum nie umiałam odmienić „to be”. Mieszkałam na wsi, nikt wtedy nie myślał, że można posłać dziecko na dodatkowy angielski i generalnie nikt się tym za bardzo nie przejmował. A ja byłam przerażona, bo wtedy po raz pierwszy zobaczyłam te stracone lata, kiedy mój umysł był najbardziej chłonny. Rok później brałam już udział w olimpiadzie z angielskiego, bo zwyczajnie trafiłam na nauczycielkę, która za darmo pracowała ze mną po lekcjach. Teraz, po latach, widzę, jak bardzo to wszystko było ważne. I podejrzewam, że obie nauczycielki – zarówno ta z gimnazjum, jak i z podstawówki – zarabiały podobnie.

Rozumiecie, do czego dążę? Pytajmy swoje dzieci o to, jak oceniają skuteczność nauczycieli. Obserwujmy, jak czują się w dniu, kiedy mają jakieś konkretne lekcje. Naprawdę nietrudno zauważyć, że dziecko wykręca się bólem brzucha w każdą środę.

Młodzi ludzie spędzają w szkole pół życia. Jeżeli będą się w niej źle czuć i mieć wrażenie, że marnują czas, to co im dobrego z tego przyjdzie?

uczeń czytający podręcznik, uczący się z notatek
Wyobraź sobie, że ktoś czyta ci nudne formułki z podręcznika. Ile z tego zapamiętasz? A ile mógłbyś zapamiętać, gdybyś brał czynny udział w nauce?

Doceniajmy tych dobrych nauczycieli. Doceniajmy ich doświadczenie i lata spędzone w szkole, ale dajmy też szansę tym młodym, którzy przychodzą z wielkim zapałem i nowymi pomysłami. Możecie mieć mi za złe to, co teraz napiszę, ale trudno: tak samo jak chirurg, któremu ręce zaczynają się trząść nie nadaje się do swojej pracy, tak samo nauczyciel, który co drugie słowo zapomina, co chciał powiedzieć, a na lekcji czyta podręcznik, bo nie ma siły na nic innego, nie powinien już dłużej uczyć.

Szanujmy siebie nawzajem. Dbajmy o to, żeby nasze dzieci cieszyły się i jak najwięcej czerpały ze swojej edukacji, a nauczyciele, którzy się do tego przyczyniają, zarabiali godne pieniądze. A ci, którym się nie chce, niech znajdą takie zajęcie, które będzie ich uszczęśliwiać.

2 thoughts on “Strajk nauczycieli – a co z uczniami?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *