W ciągu ostatnich kilku dni wiele razy wyrzucałam coś samej sobie. Że za długo śpię, oglądam kolejny odcinek serialu, jem o jeden kawałek ciasta za dużo. W weekend rozłożyła mnie choroba i chociaż próbowałam coś napisać, z gorączką i bólem całego ciała nie jest to łatwe. W moich celach na te wakacje wspominałam o tym, że chciałabym publikować na blogu regularnie, przynajmniej dwa razy w tygodniu. Wakacje dopiero się zaczęły, a ja już to zawaliłam. Niestety u mnie jest tak, że moimi niepowodzeniami tylko się nakręcam i jak coś mi nie wyjdzie, to kompletnie tracę ochotę na to, by robić to dalej.

Mogę się założyć, że wielu z Was też tak ma. Jesteśmy pokoleniem, od którego dużo się wymaga, któremu wysoko stawia się poprzeczkę. Szukamy coraz to nowszych sposobów rozwoju, bierzemy udział w różnych kursach i to jest super – dopóki rzeczywiście sami tego chcemy. Wydaje mi się jednak, że narzuciliśmy sobie nieco zbyt szybkie tempo.

Dużo się ostatnio słyszy o słynnym „wychodzeniu ze strefy komfortu”, czego może nie będę tutaj komentować, ale każdy wie, o co chodzi. No i fajnie, o to chodzi, żeby przestać się bać i zacząć w końcu robić coś dla siebie. Ale proszę, nie obwiniajmy się, jeśli nie mamy ochoty tak jak większość gonić za lepszym wykształceniem, zdobywać nowych tytułów czy też być wiecznie zajętym (co ostatnio też stało się modne). Na własnym przykładzie widzę, że gdy chcę za dużo, nie wychodzi mi nic. Bo najlepiej byłoby, gdybym miała już własną firmę, zarabiała dużo, umiała więcej języków, oddawała więcej na cele charytatywne, poświęcała cały wolny czas na kształcenie się.

Ale hej, tak się po prostu nie da. Jesteśmy tylko i aż ludźmi. Wykorzystajmy to, że dostaliśmy wolną wolę i rozum i zacznijmy w końcu myśleć o sobie. Nie będziesz gorszym człowiekiem jeśli nie zostaniesz milionerem. To, ile umiejętności nabyłeś nie świadczy o Twojej dobroci.

Przestańmy się więc obwiniać, gdy nie mamy jeszcze na swoim koncie tylu sukcesów, ile byśmy chcieli. Zastanówmy się, czy warto tak za tym pędzić. Może zamiast tego lepiej spędzić chwilę z samym sobą i zauważyć w końcu, jak cudownymi ludźmi jesteśmy.

 

PS. Jestem chora, już od tygodnia. Kaszel rozrywa mi płuca i męczy mnie to, ale powoli staram się wracać do żywych. Ten wpis powstał dość spontanicznie, wyniknął z moich ostatnich przemyśleń. Jeśli wyciągnąłeś z tego coś dla siebie i chcesz być na bieżąco z tym, co dzieje się na blogu, zapraszam do polubienia mojej strony na Facebooku i Instagramie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *