Dzisiaj będzie typowo studencko, więc mam nadzieję, że się cieszycie :3
Jestem na trzecim roku, więc zdążyłam już zebrać nieco doświadczenia. Trochę się też nasłuchałam od znajomych, poczytałam na różnych grupach i dlatego też stwierdziłam, że warto, by taki wpis powstał.

Wiem, że często wydaje nam się, że przecież robimy wszystko dobrze, jesteśmy przygotowani i ogarniamy temat. Gdy jednak porażka goni porażkę, rozkładamy ręce, zastanawiając się, w czym leży problem. Ano, problem leży w tym, że jako studenci nie zauważamy tych powielanych błędów, nie zmieniamy swojego trybu pracy, mimo że kolejny raz coś nie wyszło. Oto, jakie błędy zaobserwowałam u siebie i innych:

„Przecież to umiem, po co mam to liczyć?”

Jak to ostatnio świetnie podsumowała jedna Pani Profesor: „to, że wiem, jak się robi salto, nie znaczy, że umiem je zrobić”. Kwintesencja tego, co chcę opisać w tym akapicie 🙂

Sama na początku moich studiów popełniałam taki błąd. Przyzwyczajenia z całego poprzedniego etapu edukacji sprawiły, że w pewien sposób lekceważyłam naukę niektórych kursów na pierwszym roku. Chodziłam do dobrego liceum, więc wiedziałam już sporą część tych rzeczy, które dla większości ludzi były nowe. Poza tym pierwsze kolokwia i świetne wyniki utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie muszę poświęcać temu zbyt wiele czasu, wystarczy chodzić na zajęcia i później przejrzeć notatki. No cóż…

Szybko zaczęły dochodzić nowe rzeczy, obce również dla mnie. Rozumiałam, gdy ktoś liczył przy tablicy, albo gdy patrzyłam później na rozwiązanie w zeszycie. TEORETYCZNIE wiedziałam, jak robi się takie zadania. Mój błąd polegał na tym, że sama ich nie przećwiczyłam, a skutkiem było to, że nie umiałam zrobić na kolokwium tych trudniejszych, nietypowych przykładów. Przedmioty ścisłe mają to do siebie, że nawet jeśli coś wydaje się oczywiste, to zazwyczaj takie nie jest. Mamy teorię do ogólnego przypadku, ale gdy pojawiają się jakieś niuanse, już nie zdaje ona egzaminu,

Jakie wnioski wyciągnąć z tego akapitu? Nawet jeśli zadania są łatwe, warto przed kolokwium/egzaminem przeliczyć kilka przykładów, żeby się upewnić, czy na pewno się potrafi. Tym sposobem utrwala się wiedzę i można czuć się spokojniejszym. Poza tym często te wzory i schematy, które wydaje nam się, że umiemy, wylatują z głowy, gdy faktycznie mamy rozwiązać jakieś zadanie. Przerobienie kilku przykładów zagwarantuje, że mocniej wbiją się nam one w pamięć.

„Przecież chodzę na wykłady!”

Wśród społeczności studenckiej można zaobserwować różne typy ludzi. Są tacy, którzy chodzą na każdy wykład, uważnie słuchają i notują. Drugą grupą są ci, którzy prowadzących widzą tylko na egzaminie. Ale gdzieś pomiędzy pojawiają się też studenci biorący udział w większości wykładów, niestety nie czynny, albo czynny w inny sposób.

Jeśli jesteś studentem, przypomnij sobie, ile razy zdarzyło Ci się widzieć obok Ciebie ludzi, którzy na wykładzie spali / scrollowali Facebooka / uczyli się na inny przedmiot. Może sam czasami jesteś takim studentem?

Tego błędu naprawdę staram się nie popełniać, chociaż czasami „samo tak jakoś wychodzi”. Fakt, niekiedy jestem zmęczona, a wyprowadzanie wzorów przez półtorej godziny męczy jeszcze bardziej. Wtedy sobie odpuszczam, gdy czuję, że już nie daję rady, i tylko przepisuję z tablicy. Ale właśnie to jest ważne – żeby mieć notatki, najlepiej własne. Niewielu ludzi notuje to, czego wykładowca nie zapisze, albo wyraźnie nie zaznaczy. Często wytłumaczenie, dopowiedzenie czegoś odbywa się właśnie ustnie i to jest ten moment, kiedy możesz dopisać w zeszycie, że na to trzeba zwrócić uwagę. Każdy z nas notuje inaczej i często notatki pożyczone od innej osoby mogą być dla nas nie do końca zrozumiałe.

Nie widzę sensu w przychodzeniu na wykład tylko po to, by położyć się na ławce i spać, albo klepać w telefon. Inna sprawa, gdy wykład jest obowiązkowy i nieciekawy – wtedy czytam, robię zadania na inne przedmioty, uczę się. I jeszcze takie małe ogłoszenie:

Drogi studencie, jeśli jesteś z rodzaju tych, którzy wykład traktują jak spotkanie towarzyskie – skończ z tym. Jeśli Tobie nie zależy na tym, by coś z niego wyciągnąć, to w porządku. Ale z pewnością na sali są osoby, którym Twoje gadanie przeszkadza.

A z tego akapitu, jaki wyciągnąć wniosek? Sama obecność na wykładzie nie jest wystarczająca. Pomyśl sobie, że skoro i tak tam przychodzisz, siedzisz tyle czasu, to może warto posłuchać i coś zanotować? Z pewnością podziękujesz sobie za to później, gdy przyjdzie czas zaliczeń. Nie warto być obecnym na zajęciach tylko ciałem.

Boimy się zadawać pytania

Myślę, że wiele osób może podpisać się pod tym stwierdzeniem. Zdarza się, że prowadzący idzie za szybko z danym materiałem i coś nam umknie, albo zwyczajnie nie rozumiemy, skąd się coś wzięło. Wydaje mi się, że większość po prostu to przemilczy i oleje, albo spróbuje rozwikłać to samemu, ewentualnie zapyta kolegę. Niestety sama czasami tak robię. Dlaczego?

Strach przed przyznaniem się, że czegoś nie rozumiemy, towarzyszy nam od najmłodszych lat. Mam jednak wrażenie, że w szkole podstawowej, średniej czy gimnazjum, częściej zadajemy pytania, jesteśmy bardziej dociekliwi. Dlaczego więc tak często zanika to w środowisku uczelnianym? Myślę, że można wyodrębnić dwa najważniejsze powody:

  • Wydaje mi się, że na większości, jak nie na wszystkich wydziałach PWr, grupy są mieszane. Oznacza to, że każde zajęcia mamy z innymi osobami, przez co trudniej jest się dopasować, rozeznać wśród ludzi. Skutkiem jest to, że czasami możemy czuć się dość nieswojo, szczególnie jeśli w grupie ma się niewielu znajomych. Dalej, logicznym jest, że towarzyszy nam strach przed porażką, przed tym, że ktoś nas wyśmieje – dlatego też praktycznie nie zadajemy pytań. Wiecie co? Czasami faktycznie zdarza się, że grupa szepcze między sobą, gdy ktoś odzywa się już kolejny raz na danych zajęciach. Zazwyczaj jednak z zadanego pytania i odpowiedzi udzielonej przez prowadzącego korzystają prawie wszyscy, chociaż tylko jedna osoba miała odwagę przyznać się, że tego nie rozumie. Dlatego nie warto przejmować się tym, że ktoś się zaśmieje, albo pomyśli o Tobie coś, czego byś nie chciał. Za chwilę i tak wszyscy zapomną, a Ty będziesz mądrzejszy o odpowiedź na męczące Cię pytanie.
  • Większym problemem jest, gdy nie studenci, a prowadzący reaguje dziwnie, gdy ktoś odważy się podnieść rękę. Większość raczej odpowie i bez problemów wytłumaczy to, czego się nie rozumie. Jednak tak jak wszędzie, tutaj też zdarzają się wyjątki. Sama spotkałam już prowadzących, którzy oburzali się, niekiedy wręcz wściekali, że student czegoś nie rozumie, bo „to przecież trywialne”. Na to nie ma wielkiej rady – trzeba się rozeznać, czy wśród prowadzących znajdują się takie osoby i po prostu na nich uważać. Ważne jest też, by nie pokazywać, że nie zna się podstaw – sama bym się zdenerwowała, gdyby ktoś powiedział mi, że nie wie skąd bierze się dana rzecz, wałkowana już na kilku wykładach. Tak samo rozumiem oburzenie prowadzących ćwiczenia czy laboratoria, jeśli połowa grupy nie wie, co się dzieje, ale frekwencja na wykładzie jest bliska zeru. Więc studencie: najpierw dopilnuj, byś wiedział tyle, ile Ci przekazano i na ile dano Ci możliwość. Jeśli jednak wciąż nie będziesz czegoś rozumiał, pytaj śmiało i nie bój się reakcji innych.

Źle oceniamy swoje możliwości

Ten akapit tyczy się nie tylko studentów. Bez znaczenia, czy się uczymy, mamy własną firmę, a może po prostu chcemy skończyć jakiś projekt – czasami to wszystko nas przerasta. Myślę, że niemal każdy doświadczył w życiu takiego momentu, gdy nie wiedział, w co ręce włożyć, a lista obowiązków cały czas rosła.

Wracając jednak do tematu studiów: największy problem robi się wtedy, gdy przychodzi sesja, albo jeszcze wcześniej, w połowie semestru, gdy jest wysyp kolokwiów. Wtedy dopiero zaczyna się nauka po nocach, zdjęcia na Instagram z piątą kawą tego dnia i narzekanie na brak czasu.

Jakie są tego skutki? Często taka nauka jest dość powierzchowna, bo nie da się w jedną noc nadrobić całego semestru, jeśli ktoś wcześniej nie robił nic. Problem w tym, że ta wiedza będzie potrzebna i wykorzystywana na kolejnych latach studiów, a takie zaległości tylko będą się mnożyć. Wiem, że na początku kusi perspektywa wolnego czasu, będziemy się martwić dopiero w sesji. Ale pomijając już powyższe skutki takiego podejścia, warto jeszcze zastanowić się nad własnym zdrowiem.

Jeśli zdarzyło Ci się kiedyś zarywać nocki na naukę lub skończenie jakiegoś projektu, to z pewnością wiesz, że nie jest to przyjemne. Niektórym praca w stresie sprzyja, ale dla większości ludzi jest to szkodliwe. Działamy w napięciu, co wpływa na cały nasz organizm i objawia się chociażby bólem brzucha i obolałymi mięśniami. W głowie siedzi nam myśl o upływającym czasie, przez co jeszcze gorzej się skoncentrować i tracimy tak ważne minuty. Wielu z nas sięga także po większe niż zazwyczaj ilości kawy czy napoje energetyczne. Ja raz w życiu zrobiłam taką głupotę i nigdy więcej – jeśli ktoś chce o tym przeczytać, zapraszam tutaj. Pamiętajcie, że to wszystko się zbiera i w którymś momencie organizm zwyczajnie powie: „dość”.

Po kilku takich dniach i nocach intensywnej harówy człowiek czasami mądrzeje. Ale może w tym przypadku nie warto wypróbowywać tego na sobie? Ja z każdym semestrem mam coraz więcej pracy, dużo rzeczy też sama sobie narzucam. I wiecie co? To właśnie teraz wysypiam się, mam czas na to, żeby czasami obejrzeć serial i nawet czytam książki! 😀 Nie dajmy sobie wmówić, że tylko ludzie pracujący ponad siły są coś warci. Ja też lubię to satysfakcjonujące zmęczenie, gdy uda mi się zrobić wiele rzeczy, ale jeszcze bardziej lubię, gdy wieczorem mogę się zrelaksować, a praca na dany dzień jest już dawno za mną.

 

Może to, co napisałam wyżej, to dla większości są oczywistości. Zastanówmy się jednak, ile poradników czytamy, a ile wskazówek tak naprawdę wcielamy w życie ;). Wszystko to przeżyłam na własnej skórze, a później poszłam po rozum do głowy. Mam nadzieję, że Wy nie popełniacie tych błędów, ale jeśli tak – może ten wpis coś Wam uświadomi. Będzie mi bardzo miło, jeżeli komuś tym pomogę.

Jakie jeszcze błędy obserwujecie, albo sami popełniacie jako studenci? Dzielcie się tym w komentarzach, ku przestrodze innych :).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *