W zeszłym roku podjęłam ważną decyzję, która miała dla mnie spore konsekwencje. Brzmi poważnie, a tak naprawdę to, co zrobiłam wydaje się totalnie błahe i w perspektywie całego życia mało znaczące. A chodzi tutaj o zrealizowanie postu dr Dąbrowskiej, o którym dowiaduje się coraz więcej osób, a ja mam w tym swój mały udział.

42 DNI NA SAMYCH WARZYWACH?

Przyznam szczerze, że moje pierwsze podejście do tego postu nie wypadło najlepiej. Byłam do niego nieprzygotowana, nie znałam żadnych przepisów, bałam się eksperymentować i w efekcie jadłam tylko pomidory i paprykę na surowo. Nic więc dziwnego, że po trzech czy czterech dniach zrezygnowałam. O tym wszystkim zresztą już pisałam, więc odsyłam do poprzedniego tekstu, w którym opisuję także moje drugie podejście, to udane.

Dlaczego więc znów podejmuję ten temat? Bo w tym roku także postanowiłam przeprowadzić post dr Dąbrowskiej. W ostatnim wpisie mówiłam, że się nad tym zastanawiam, bo praktyki i w ogóle średni czas na takie zmiany. Ale pewnego dnia po prostu stwierdziłam, że to dziś, że zaczynam i zobaczymy co z tego wyjdzie. Nie nastawiałam się za bardzo na konkretną ilość dni, bo wiedziałam, że nie potrzebuję długiego „leczenia” – chciałam tylko oczyścić organizm i dać sobie odpowiednie podstawy do tego, by znów trochę poprawić jakość swoich posiłków.

Nikogo nie chcę tutaj oszukiwać. Lubię warzywa, staram się ich jeść jak najwięcej, ale to wszystko raczej z dodatkiem makaronów, kasz, czasami jakiegoś mięsa. Poza tym kocham owoce, a one na tym poście są praktycznie zakazane. W czasie, gdy sklepowe półki uginają się od brzoskwiń, nektarynek, ananasów czy mango, jakoś tak żal z nich rezygnować na rzecz jabłek i grejpfrutów… Z drugiej znów strony, jeśli post dr Dąbrowskiej to kiedy, jak nie teraz?

 

NAJLEPSZY MOMENT NA PRZEPROWADZENIE POSTU

Tak, wiem, nie ma czegoś takiego, jak idealny moment – powinno się zacząć tu i teraz. I owszem, pewnie zimą też się da, ale po co?

Post dr Dąbrowskiej wiąże się ze znacznym obniżeniem ilości spożywanych kalorii. Przez pierwszych kilka dni je się raczej tyle, ile wynosi górna granica, bo organizm chce jak najwięcej i jeszcze czuje się głód. Jednak z czasem pragnienie jedzenia maleje, zaczyna się krzywo patrzeć na to, co na talerzu i nie chce się kombinować tak bardzo, jak na początku. Automatycznie spada ilość zjadanych kalorii, a co za tym idzie – także energia. Ja podczas postu w lipcu chodziłam w długich spodniach i bluzie, podczas gdy inni włączali klimatyzację. Wyobraźcie sobie zatem, o ile gorzej musi być zimą. Dlatego, moim zdaniem, nie ma sensu rozpoczynać diety w tych „trudniejszych” miesiącach, szczególnie jeśli jest to pierwsze podejście.

Dodatkowo latem mamy zwyczajnie większy dostęp do świeżych warzyw i owoców. Co prawda usłyszałam kilka głosów za tym, że to wcale nie jest takie zdrowe – bo pryskane, sama chemia. Nie wiem, co mam na to odpowiedzieć :). Może jedynie tyle, że jeśli masz ochotę i możliwości, wygospodaruj sobie kawałek ziemi i zadbaj, by Twoje plony nie były w żadnym stopniu szkodliwe.

ZNAJDŹ CZAS NA ODPOCZYNEK

Ludzie rozpoczynający post mają różne motywacje. Dla mnie jest to doświadczenie w dużym stopniu duchowe. To wtedy uświadamiam sobie, co dzieje się w moim ciele, jaki wpływ ma na mój nastrój jedzenie. Widzę też, jakich smaków mi najbardziej brakuje i zastanawiam się, skąd się to bierze. Wiem też, że taka dieta bywa irytująca, szczególnie wtedy, gdy otaczają nas ludzie zajadający się tym, czym my jeszcze jakiś czas temu. Dlatego podczas postu nie ma sensu dokładać sobie kolejnych obowiązków. W naszym organizmie zachodzą duże zmiany i do tego potrzebuje on energii, dlatego powinno się odpoczywać więcej, niż zwykle.

TO NIE MUSI BYĆ 6 TYGODNI

Jeśli zaczniecie szukać informacji na temat postu dr Dąbrowskiej, zapewne przeczytacie, że powinien on trwać od 2 do 6 tygodni. Jednak już zdecydowanie rzadziej wytłumaczone jest, dlaczego te widełki są właśnie takie.

JAKI JEST TWÓJ CEL?

Zakładam, że nie będziemy tutaj mówić o typowym gubieniu kilogramów. Tak, to też jest ważne – dla zdrowia i lepszego samopoczucia. Ale nie to powinno być główną motywacją do podjęcia postu dr Dąbrowskiej.

Ja dietę warzywno-owocową przeprowadzałam u siebie już drugi raz (liczę te udane). Zawsze moim nadrzędnym celem było oczyszczenie organizmu i sprawienie, żebym zwyczajnie czuła się lepiej. Tak naprawdę często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak wiele „niedozwolonych” rzeczy zjadamy w ciągu dnia. Na śniadanie słodkie płatki z mlekiem, na drugie jakiś jogurt, obiad to często smażone mięso z ziemniakami, w międzyczasie łapiemy jakiegoś wafelka, albo gałkę lodów, bo przecież „trochę można”. Na koniec dobijamy się jeszcze ciężką kolacją, albo podjadamy coś niezdrowego przed telewizorem. Wszystko to osobno wydaje się być niegroźne, ale w połączeniu tworzy już coś, co zwyczajnie nam szkodzi.

Dlatego zanim zdecydujemy się na post dr Dąbrowskiej, musimy przeanalizować swoje dotychczasowe nawyki żywieniowe. Komuś, kto codziennie zapychał się słodyczami, a warzywa jadł od święta, bardzo ciężko będzie wytrzymać 6 tygodni diety. Ba! Już 7 dni może być naprawdę sporym wyzwaniem.

Odpowiedz sobie szczerze na kilka prostych pytań:

  1. Jak często sięgasz po słodycze i/lub słone przekąski?
    Na poście są one całkowicie zakazane. Musisz także zdawać sobie sprawę z tego, że dozwolone owoce to właściwie tylko jabłka, grejpfruty i cytryny, a także to w ograniczonych ilościach. Bardzo możliwe, że będzie Ci brakowało słodkiego smaku. Wtedy możesz sięgnąć po marchewkę, paprykę, dynię, gotowanego/pieczonego buraka.
  2. Ile kaw wypijasz w ciągu dnia?
    Znów, podczas diety trzeba z tego zrezygnować. Nawet jedna mała czarna zaburzy proces oczyszczania organizmu. Wielu z nas pije kawę codziennie w sporych ilościach, nawet nie zastanawiając się, jak to na nas wpływa. Polecam obserwować swoje reakcje, gdy nagle nam tego zabraknie. Mogą pojawić się bóle głowy, senność, zmęczenie, spadek ciśnienia (to należy kontrolować i jeśli zajdzie taka konieczność, skonsultować się z lekarzem), drżenie mięśni, nerwowość. To w piękny i brutalny sposób pokazuje, co się dzieje z człowiekiem uzależnionym od kawy, gdy nagle musi ją odstawić.
  3. Czy w Twojej diecie obecne są warzywa? W jakich ilościach?
    Jeśli jedynym zjadanym przez Ciebie warzywem są ziemniaki przy mięsnym obiedzie, nie polecam nagle rozpoczynać postu. Smak dozwolonych jarzyn może być ciężki do zniesienia dla kogoś, kto wcześniej nie był do nich przyzwyczajony. W takim wypadku zanim podejmiesz dietę, zacznij stopniowo wprowadzać w swoje menu więcej warzyw: marchewkę, cukinię, buraki, wszelkie sałaty, szpinak, pomidory, ogórki. Warto też codziennie dostarczyć sobie porcję jakiejś kiszonki – na poście to szczególnie ważne, ale poza nim także.
  4. Czy zjadasz odpowiednią dla siebie ilość kalorii?
    Post dr Dąbrowskiej wiąże się ze znacznym obniżeniem ilości spożywanych kalorii. Jeśli teraz zjadasz więcej, niż powinieneś, masz nadwagę i tendencję do przybierania na wadze, nagły spadek przyjmowanej energii może okazać się zbyt wielkim szokiem dla organizmu. Oczywiście takie osoby przed podjęciem diety warzywno-owocowej powinny skonsultować się z lekarzem! Ja piszę tylko to, co wynika z moich własnych obserwacji i przemyśleń.
  5. Czy trenujesz coś regularnie?
    Podczas postu, szczególnie na początku, można czuć spore zmęczenie. Jest to naturalne, bo zmniejszamy dostarczaną ilość kalorii, a dodatkowo organizm dość mocno się oczyszcza. Z tego powodu może brakować sił na trening, a właściwie duży wysiłek nie jest zalecany. Dlatego jeśli ćwiczysz w miarę regularnie, 6-tygodniowy post raczej nie będzie dla Ciebie dobrym rozwiązaniem.

TO ILE W KOŃCU MA TRWAĆ POST DR DĄBROWSKIEJ?

Moja ulubiona odpowiedź: to zależy. Uważam, że każdy powinien to ustalić indywidualnie do własnych potrzeb i sił. Nie wnikam w sytuacje osób poważnie chorych bądź z jakimiś schorzeniami, bo się na tym nie znam. Mogę jednak powiedzieć kilka słów od siebie, czyli od osoby raczej zdrowej, która czasami zmaga się z bólami głowy, kręgosłupa i zmęczeniem. Raz badania wykazały także podwyższone TSH, ale poza tym wszystko jest w porządku.

Mój pierwszy post trwał dwa tygodnie i była to dla mnie optymalna długość. Gdybym miała go przedłużać, czułabym, że jest to bardzo na siłę i myślę, że mocno by mnie to zmęczyło. 14 dni to wystarczająca ilość czasu na to, by organizm się oczyścił i żebyśmy zwyczajnie poczuli się lepiej. Pozwoli to także na wprowadzenie warzyw na stałe do swojego jadłospisu. Post dr Dąbrowskiej zmusza do sporej kreatywności w kuchni i niektóre z potraw chce się przygotowywać także później, już po wyjściu z diety.

Uważam, że gdybym na siłę przeciągnęła post, przyniosłoby to więcej szkód niż pożytku. Latem jest tyle wspaniałych warzyw i owoców, że zwyczajnie żal by mi było z nich rezygnować. Jeśli czuję, że nie mogę już patrzeć na jedzenie to wiem, że to dobry moment, by zacząć wychodzić z postu. I tyle – nie ma sensu robić czegoś wbrew sobie.

WARTO CZY NIE?

Myślę, że prawie każdego z nas stać na przeprowadzenie dwutygodniowej diety i przekonanie się na własnej skórze, czy warto. Dla mnie odpowiedź jest oczywista – już po kilku dniach postu czuję się zdecydowanie lepiej, lżej, czyściej. Wzrasta mi świadomość tego, co ląduje na moim talerzu. Widzę też, za czym tęsknię, a czego w ogóle mi nie brakuje. Ja post dr Dąbrowskiej traktuję jako formę przygotowania do bardziej świadomego odżywiania, okazję do wysłuchania swojego organizmu.

Nie jest to raczej ostatni wpis z tej serii, bo mam jeszcze kilka myśli, którymi chciałabym się z Wami podzielić. Dajcie znać, czy próbowaliście już postu, a może wszystko przed Wami? Jakie macie wrażenia?

 

 

6 thoughts on “Post dr Dąbrowskiej – kiedy i jak długo?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *