Ciężko podsumowuje się kwiecień z myślą, że maj już rozpoczął się na dobre. Mam trochę zablokowany umysł, bo ostatnio dużo piszę i muszę przerzucać się z jednego na drugie: trochę powieści, trochę artykułów… No właśnie!  Jeśli jesteście ciekawi, jakie przełomowe wydarzenie ( heheh :D) miało miejsce w moim życiu, to zapraszam do dalszego czytania.

ALE JAK TO JUŻ MAJ?

Typowo, przejście z jednego miesiąca w drugi zostało przeze mnie niezauważone, jakoś tak się rozmyło na dłuższy okres czasu. Tym razem z pewnością swój duży udział ma niemoralnie długa majówka. Rozkoszując się wolnością i piękną pogodą, nieszczególnie miałam ochotę myśleć, jak szybko ucieka mi czas.

Mam wrażenie, że to już dawno za mną, ale nie mogę przecież pominąć tego, że początek kwietnia przeleżałam z nogą w gipsie. Całe szczęście, że to było tylko skręcenie…

W drodze do Wrocławia

Później też nie było wesoło, bo gdy próbowałam postawić stopę na ziemi, miałam wrażenie, że nie jest moja: to takie okropne mrowienie. Jakbym uczyła się chodzić na nowo… Serio, bałam się, że nie odzyskam pełnej sprawności, bo poruszałam się w żółwim tempie, skrzywiona i patrząc na każdy swój krok. Przez kilka pierwszych dni o chodzeniu po schodach nie było nawet mowy. No, trochę mi ta noga pokomplikowała życie. Ale znalazłam jeden plus: ludzie ustępowali mi miejsca w autobusie 😀

Nie lubię takiego gadania, że powinniśmy codziennie doceniać to, że mamy sprawne ręce i nogi, że widzimy, słyszymy, mamy co do garnka włożyć… Ale coś w tym jest, że gdy w końcu udało mi się wydostać z mieszkania, to cieszyłam się bardziej niż małe dziecko, które dostaje nową zabawkę. A gdy jeszcze udało mi się przejść te kilkadziesiąt metrów!

Pamiętam, było wtedy tak ładnie, tylko trochę wietrznie. Koniecznie chciałam zrobić zdjęcie „magnolii” 😉

Nie może oczywiście zabraknąć jedzenia. W kwietniu nie było zbyt wiele nowości, ale robiliśmy domowe burgery <3 i jedliśmy naprawdę sporo ryb.

Często mamy też ochotę na zupę, a ostatnio znudził nam się nasz stały repertuar. Postanowiliśmy więc przetestować krupnik od Sys – Dania babci Zosi. Skład jest super, bo to tylko suszone warzywa i w tym przypadku kasza. Fajna sprawa, bo można to zrobić też na wodzie (oczywiście na bulionie będzie smaczniej), no i przygotowanie takiej zupy to naprawdę chwila. Idealne jedzenie dla studentów 😉

CO CIEKAWEGO PRZECZYTAŁAM I OBEJRZAŁAM?

Szans na wyjście do kina w kwietniu raczej nie było. Ponad połowę miesiąca przesiedziałam w domu, a później sporo było nadrabiania na studiach. Obejrzeliśmy więc w domu Ziemię obiecaną. Tak, ten film z ’74. Jeśli ktoś nie czytał książki, to dosyć ciężko połapać się w akcji, ale ogląda się bardzo przyjemnie i ekranizacja wcale nie nuży, mimo że trwa prawie 3 godziny.

W kwietniu sięgnęłam w końcu po coś, co leżało na mojej półce już dosyć długo. Mowa o powieści Granice szaleństwa Alex Kavy. To krótki kryminał, do którego nie mogłam się przekonać, bo ogólnie jeśli o ten gatunek chodzi to jestem dość wymagająca. Książkę kiedyś dostałam i tak sobie zalegała u mnie na półce właśnie aż do kwietnia. Tym razem zaczęłam czytać i skończyłam bardzo szybko :). Styl może nie powalający, ale pomysł ciekawy, a fabuła była prowadzona w taki sposób, że ja jako czytelnik bardzo się w to angażowałam.

Drugą powieścią przeczytaną w ubiegłym miesiącu jest Kasacja Remigiusza Mroza, pierwsza część serii o Joannie Chyłce. Tak, kolejny kryminał :D. Było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem, a po książkę sięgnęłam po opublikowaniu przez Jakuba Ćwieka otwartego listu do Mroza. Jeśli jesteście ciekawi, o co chodzi, zapraszam Was tutaj. Kasację przeczytałam dlatego, że chciałam przekonać się, jak pisze autor, o którym ostatnio jest tak głośno. Cóż… Pomysły ma całkiem ciekawe i sama historia byłaby wciągająca, gdyby nie fakt, że Mróz nie popisuje się kunsztem literackim. Nic więc dziwnego, że jest w stanie wydawać tak wiele książek rocznie – to, co pojawia się w księgarniach wygląda jak pierwszy manuskrypt. Szkoda, bo gdyby tak publikować o połowę mniej i w tym czasie popracować trochę więcej nad jedną książką, Mróz zyskałby szacunek w oczach wielu czytelników.

JAK I DLACZEGO ZMIENIA SIĘ MOJE ŻYCIE?

Ostatnio podczas jednych zajęć przypomniałam sobie, że w tej właśnie sali rozpoczęła się moja miłość do robotyki i… w tej niestety też wygasła. Nadal jaram się, gdy robot zrobi taki ruch, jaki mu zaprogramowałam, albo gdy Boston Dynamics wypuszczą nowy film, ale moje serce rwie się jednak w inną stronę. Mogłabym powiedzieć teraz, że studia zabiły we mnie tę pasję i może nawet częściowo jest to prawda: mamy tak wiele bezsensownych kursów, które zabierają mnóstwo czasu i na robienie czegoś „ponadto” zwyczajnie brakuje już sił i chęci. Ale wiem, że gdybym tylko chciała, mogłabym bardziej angażować się w robotyczny świat – teraz jest już naprawdę sporo możliwości i jestem pewna, że wykładowcy też by mi pomogli, gdybym z prośbą o taką pomoc się do nich zwróciła.

Okropnie zazdrościłam tym wszystkim ludziom, którzy już odnaleźli to, co ich uszczęśliwia i właściwie całkiem fajnie na tym zarabiają. Patrzyłam na znajomych, którzy totalnie wkręcali się w programowanie i zastanawiałam się, kiedy ja znajdę to coś, czemu będę chciała się poświęcić. Bardzo dużo czasu zajęło mi dojście do prawdy, która tak naprawdę była cały czas przy mnie. No bo o czym mówię niemal codziennie od tak wielu lat? Kiedy moje serce ściska się tak przyjemnie, a w brzuchu mimowolnie pojawiają się motylki? Gdy piszę i myślę o tym, że przecież mogę pisać codziennie do końca mojego życia.

Jakie to było oczywiste! Nigdy jednak nie przyjmowałam do siebie myśli, że mogłabym być pisarką na cały etat i żyć tak, jak ja tego chcę, a nie jak mówią mi inni. Idąc do liceum, było dla mnie jasne, że zdecyduję się na mat-fiz i tego na pewno nie żałuję, bo nadal kocham przedmioty ścisłe, które nauczyły mnie logicznie myśleć i inaczej patrzeć na świat.

Gdy wybierałam kierunek studiów, gdzieś z tyłu głowy przemknęło mi jakieś dziennikarstwo, ale naczytałam się wystarczająco o tym, jaki to jest syf. A poza tym, hej! Nigdy nie chciałam być dziennikarką. Polonistyka czy filologia to też nie dla mnie – ja pragnęłam po prostu uczyć się pisania. Wybrałam więc studia techniczne – coś, co było raczej oczywiste po moim profilu w liceum i zainteresowaniach. Pisanie odłożyłam na dalszy plan.

Wiecie, gdybym kilka lat temu wiedziała, że będąc pisarką można żyć na naprawdę fajnym poziomie, może inaczej bym postąpiła. I nie chcę, żebyście mnie źle zrozumieli – pieniądze to ostatnia rzecz, jaką łączę z pisaniem. Ale jeśli miałabym tworzyć na pełen etat, z czegoś żyć trzeba. I nie wyobrażam sobie, że miałabym pisać szybciej, więcej, pod publikę – tylko po to, by na siebie zarobić. Teraz widzę, że marzenia o byciu pisarką i niezależności finansowej można ze sobą fajnie połączyć. Do tego też będę dążyć.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy otworzyłam się na sporo pisarskich wyzwań. Ot, jednym z nich jest ten blog, który może niekoniecznie jest regularnie prowadzony, ale daje mi dużo radości. Było też NaNoWriMo, podczas którego mocno wystrzeliłam z moją powieścią. Dołączyłam do kilku pisarskich grup i zrozumiałam, że przecież mogę pisać też opowiadania, chociażby w ramach ćwiczeń. Powstało więc coś, czemu oddałam wiele serca i czasu. I zrozumiałam, że potrafię dobrze pisać. Możecie myśleć, co Wam się podoba – dostałam wiele pozytywnych opinii, a w końcu ja sama zauważyłam, że to jest dziedzina, w której czuję się dobrze i myślę, że inni chcieliby mnie czytać.

Kolejną wielką zmianą było dołączenie do Poinformowanani.pl. Kilka miesięcy temu zauważyłam ogłoszenie, zgłosiłam się tak po prostu, bez wielkich nadziei. Już prawie zdążyłam o sprawie zapomnieć, aż w końcu portal ruszył tydzień temu, a ja… zostałam wicenaczelną. Bo odważyłam się pokazać, bo poczułam, że to jest to, co kocham, a ta miłość szybko przełożyła się na efekty. Kurczę no, wzruszam się 🙂

Nauczyłam się też, by nie pozwalać innym ludziom na wpajanie mi ich racji. By nie słuchać rodziny, która mówi, że bez studiów będzie ciężko o dobrą pracę. Zrozumiałam, że muszę ignorować tych, którzy sami boją się ryzykować i żyją w tym swoim „chujowo, ale stabilnie” – oni ściągali mnie do swojego świata, w którym nigdy żyć nie chciałam. Ja to wszystko już wiem. Tylko coś w mojej głowie niekiedy podpowiada, że to, co wybrałam na swoje powołanie, jest bezwartościowe i nie pomoże zmienić czyjegoś życia na lepsze… I właśnie to muszę jeszcze pokonać.

3 thoughts on “Podsumowanie kwietnia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *