Co u Was ciekawego w nowym roku? Robiliście jakieś postanowienia, rozliczaliście siebie z tych poprzednich? A może zainspirowaliście się czymś z poprzedniego wpisu (można przeczytać tutaj).

Ja jak zawsze jestem zaskoczona tym, jak szybko ucieka czas. Tym razem nie spisywałam żadnych planów i celów na kolejne dwanaście miesięcy i nie robiłam też jakiegoś wielkiego podsumowania. Ten rok był dość spokojny, chociaż trochę się działo (w końcu założyłam bloga ;)). Zauważyłam, że u mnie najlepiej sprawdzają się podsumowania miesięczne, więc tak będzie i tym razem 😀

Co działo się w grudniu?

Nie potrafię sobie przypomnieć, jak wyglądał ten miesiąc. Z pewnością był jednym wielkim oczekiwaniem na święta i odpoczynek. Był też ten pierwszy, upragniony śnieg, który za chwilę się roztopił… Pierwsze trzy tygodnie grudnia pamiętam tylko jako walkę o przetrwanie i jazdę na resztkach energii. Później przyszły święta, a razem z nimi błogie lenistwo. Poważnie, ani razu nie otworzyłam żadnego zeszytu i zrobiłam tylko część jednego projektu, bo akurat miałam na to ochotę.

Pod koniec roku ładowałam akumulatory, grałam w bilarda, jadłam pyszne rzeczy, grałam na organach pedałowych(!), bawiłam się na osiemnastce, a później sylwester ze znajomymi w domu, czyli zupełnie w moim stylu. Lubię, jak się dzieje, ale ogólnie jestem typem domatora 🙂

 

Jak to wyszło z tymi książkami?

W październiku zakładałam sobie, że do końca roku przeczytam 10 książek. Wyszło 8 i pół, ale zupełnie się tym nie przejmuję, bo skoro nie miałam czasu na czytanie, to znaczy, że w moim życiu działy się inne rzeczy, którym wolałam poświęcić czas. Udało mi się także uzmysłowić sobie, że czasami nie warto na siłę doczytywać czegoś, co po kilkudziesięciu stronach w ogóle nie wciąga.

W grudniu skończyłam „Pan raczy żartować, panie Feynman!” Przypadki ciekawego człowieka. To było moje drugie podejście do tej książki, bo za pierwszym razem czytałam ją w liceum i urwałam gdzieś za połową. Teraz, mając nieco większą wiedzę, czytało mi się ją dużo przyjemniej. Zdecydowanie polecam, ale w szczególności, jeśli ma się jakieś pojęcie z fizyki.

Udało mi się też w końcu przeczytać Złodziejkę książek, do której zabierałam się od dawna. Pewnie spora część z Was widziała film – to też muszę jeszcze nadrobić. To nie jest łatwa tematyka, chociaż przez te opowieści się płynie, o ile można tak powiedzieć.

Już teraz, w styczniu, zaczęłam Milion małych kawałków (James Frey), ale przerwałam po kilkudziesięciu stronach. Nie wiem skąd taka wysoka ocena i dobre opinie, bo dla mnie styl był bardzo męczący i nieprzyjemny. Poza tym książka mnie nie wciągnęła, chociaż może dziwnie to brzmi, bo jest na motywach autobiograficznych. Cóż, możliwe, że na dalszych stronach odnalazłabym to, co zafascynowało tak wielu czytelników, ale już raczej się o tym nie przekonam 😉

Obecnie czytam Tekst (Dmitry Glukhovsky) i myślę, że pojawi się osobna recenzja tutaj na blogu.

Co wyszło z mojej powieści?

O tym, że piszę powieść było już kilka razy na blogu. W podsumowaniu listopada napisałam o wyzwaniu, jakim było napisanie 50 tysięcy słów w miesiąc. Tyle się nie udało, ale moim kwartalnikowym założeniem było 25 tysięcy. Wyszło trochę ponad 30k, a ogólnie moja powieść ma już ponad 41 tysięcy słów. Chyba całkiem fajnie 😉 Oby ten rok przyniósł jeszcze więcej pisarskich chwil i obym mogła w końcu trzymać moją książkę w rękach.

Co poza tym?

Chciałam ogarnąć trochę wygląd bloga. Chyba mi nie wyszło, ale za to trwają prace nad ulepszeniem pewnych wtyczek i noo… Nie jestem i nie umiem być typową blogerką, ale staram się, by to miejsce trochę ożyło 😀

W kwartalnikowych celach zakładałam także gruntowne porządki w mieszkaniu. Melduję, że okna umyte, ubrania przejrzane (pozbyłam się sporej części), udało się także odgruzować te szafki, do których wrzuca się wszystko. Biorąc pod uwagę fakt, że zimą, a szczególnie przy takiej pogodzie w ogóle nie mam sił i motywacji do sprzątania, wyszło super.

Wypróbowałam też kilka nowych przepisów, chociaż niestety nie mam żadnych zdjęć… Taka właśnie ze mnie blogerka 😛 Były kruche maślane ciasteczka, domowa nutella, pierniki z innego niż zawsze przepisu.

To akurat czarne mydło cedrowe, które mam zamiar przetestować ;)

 

I to by było chyba na tyle. Tak jak mówiłam, grudzień to dla mnie głównie święta i oczekiwanie na nie. Natomiast styczeń będzie walką na uczelni, a później… Mam nadzieję, że trochę będzie się działo! 😉

A co u Was? Jak Wam minął ten ostatni miesiąc, rok?

 

 

 

 

One thought on “Podsumowanie grudnia”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *