Dzisiaj coś niekoniecznie dla studentów, a bardziej dla młodszych czytelników, którzy decyzję o szkole średniej mają jeszcze przed sobą, albo myślą o tym, by się przenieść.
Opowiem Wam, dlaczego zdecydowałam się na liceum z internatem, jak to wyglądało, o plusach i minusach takiego rozwiązania.

Dlaczego internat?

U mnie ostateczny, decydujący powód takiego wyboru jest dość zabawny… Jeden z nauczycieli w gimnazjum rozmawiał ze mną o szkołach w innym mieście i stwierdził, że do tej pewnej, konkretnej mogę się nie dostać. No i co zrobiła Angelika? Wybrała właśnie to liceum. Dostałam się tam z palcem w nosie, bo miałam sporo dyplomów z różnych konkursów, ale czułam podwójną satysfakcję, ze względu na te wcześniejsze słowa nauczyciela 😀

Oczywiście nie był to główny powód. W moim rodzinnym mieście (a raczej tym najbliższym, bo mieszkałam na wsi) było jedno dobre liceum, które wysoko stało w rankingach i myślę, że na pewno wiele bym się tam nauczyła. Ja jednak, stety niestety, jestem taką osobą, która zawsze chce więcej. Próbuję nieco hamować moje chore ambicje, bo w niektórych sytuacjach strasznie przeszkadzają, no ale tak wtedy było. Chciałam lepszej szkoły, bardziej „prestiżowej”, bo wydawało mi się, że to oznacza lepszą kadrę, inne podejście do ucznia, a co za tym idzie – zdobycie solidnej wiedzy. Jak już teraz wiem, numerek na tych listach rankingowych nie zawsze oznacza to, co nam wszystkim się wydaje. Jednak aby oddać sprawiedliwość, mój profil w tym konkretnym liceum był naprawdę strzałem w dziesiątkę. Teraz, po latach, widzę więcej sensu w czymś, co kiedyś wydawało mi się bezcelowe.

Ale wracając do tematu… dobra szkoła to też nie był jedyny i nawet nie jestem pewna czy główny powód wyboru internatu. Miałam dość życia na wsi, gdzie wszędzie było daleko, brakowało jakichkolwiek rozrywek, dobrze wyposażonej biblioteki, możliwości dodatkowego rozwoju. Nie potrafiłam też odnaleźć się wśród miejscowych ludzi. Wiem, jak to teraz wygląda – wielka pani, która uważa się za lepszą od innych. Nie lubię takiego szufladkowania i oceniania człowieka po tym, co wie, a czego nie, jednak… Ludzi na wsi jest mało, większość zna się chociażby z widzenia. Nie odpowiadała mi ich mentalność, to, że większe miasta były dla nich niemalże obcym światem, a chęć dokształcania się i zdobywania dodatkowej wiedzy – kaprysem.
Poza tym, nie ma co ukrywać, doświadczyłam ze strony „znajomych” wielu przykrości. Ciężko jest mieć własne zdanie i odmienne poglądy w takim małym światku.

Nie wybrałam liceum na drugim końcu Polski, a takie oddalone od mojego domu o niecałe 50 km. Dla jednych może to być niewiele, dla mnie to było niemalże jak podróż na obcy kontynent. Moi rodzice praktycznie nigdzie nie wyjeżdżają, więc siłą rzeczy ja też przez tyle lat siedziałam w tym samym miejscu. Ale czułam, jak ciągnie mnie gdzieś indziej, że nie wytrzymam kolejnych trzech lat w tym samym otoczeniu.

To są właśnie główne powody, dla których wybrałam liceum z internatem, mimo iż mama była przeciwna (wiadomo, jakie są mamy ;)). Całe szczęście tata popierał mój wybór i tak oto wylądowałam w praktycznie obcym mieście, z obcymi ludźmi w pokoju, pierwszy raz na tak długo daleko od rodziców.

Pierwsze wrażenia

W moim internacie było tak, że pierwszaki musiały zjawić się tam z rodzicami kilka godzin przed tym, aż zjeżdżała się cała reszta. Zostały nam przedstawione zasady, wychowawcy i to, jak wygląda wstępne zakwaterowanie w pokojach. Jako że szłam do tego internatu sama, nie miałam żadnych znajomych, zostałam sparowana z losową osobą. Pamiętam, jak cieszyłam się z tego, że będzie mi dane mieszkać w „dwójce”, a nie w trzy czy więcej osób. Pamiętam też, jak weszłam pierwszy raz do tego pokoju i jak bardzo byłam przerażona. Miał jakieś 5 m2, piętrowe łóżko, dwa biurka, dwie szafy, a poza tym zero przestrzeni. Zanim rodzice odjechali, powiedziałam, że musimy szukać jakiejś innej opcji, nawet codziennych dojazdów, bo ja tam nie wytrzymam. Nie miałam jednak za bardzo wyboru i zostałam. W 5 m2 z obcą dziewczyną, z którą do dzisiaj się przyjaźnimy :). Szybko zapoznałyśmy się z jeszcze jedną i po miesiącu zamieszkałyśmy wszystkie trzy w jednym pokoju. Nasze trio było nierozłączne i gdy teraz to wspominam, łzy mi się kręcą w oczach.

Wracając jednak do początku: nowe miasto to była dla mnie wolność. Wychodziłyśmy na starówkę praktycznie codziennie, chociaż czas na to był ograniczony, ale o tym za chwilę. Mnogość sklepów, kina, szkoły językowe, a przy tym wcale nie zauważałam tego hałasu i tłoku, którym wszyscy tak straszyli. Czułam, że to totalnie moje miejsce i pokochałam to miasto całym sercem. Dopiero tam zaczęłam odkrywać tak wiele rzeczy, które do tej pory były dla mnie niedostępne. W końcu spotykałam ludzi, którzy rozumieli moją miłość do matematyki, ba! Nawet ją podzielali. Mogłam z nimi rozmawiać o książkach, chodzić do teatru (nasz internat był tak super, że raz na jakiś czas organizowane były grupowe wyjścia, a bilety mieliśmy w tak znakomitych cenach, że każdy z nas mógł sobie na to pozwolić :)).

Jeśli chodzi o pierwsze wrażenie, nie mogę też nie wspomnieć o „godzinie policyjnej”. W pierwszym semestrze nie można było nigdzie wychodzić już po 17, ale mi to jakoś szczególnie nie przeszkadzało, bo byłam przyzwyczajona do tego, że zazwyczaj i tak siedzę w domu, więc cieszyłam się nawet z tych niewielu godzin, które mogłam spędzić na mieście. W środy robiono wyjątek – przedłużano nam czas wyjść do 19. W drugim semestrze, jeśli miało się dobrą średnią (nie pamiętam już ile dokładnie, coś koło 4.40) godzina policyjna była ustawiona już na stałe na 19, nie tylko w środy. Po skończeniu 18 lat, przedłużało się to o kolejne dwie godziny. Wiem, że nie we wszystkich internatach tak to działało. Niekiedy faktycznie było to dość mocno ograniczające i uciążliwe, ale często były organizowane jakieś spacery czy wyjścia z wychowawcami nawet późnym wieczorem, żeby zwyczajnie nie zwariować 🙂


Plusy

  • Jednym z głównych plusów mieszkania w internacie jest to, że do szkoły ma się kilka minut pieszo, a gdybym chciała dojeżdżać tam codziennie pociągiem, musiałabym liczyć jakieś 1,5 h. W jedną stronę 🙂
  • Internat to zazwyczaj także nowe miasto, zupełnie inne wrażenia. Te trzy czy cztery lata szkoły średniej to idealny moment na to, by korzystać jak najwięcej z tego, co oferuje nam świat, póki faktycznie jeszcze ma się więcej czasu. Koncerty, wystawy, otwarte wykłady – możliwości jest mnóstwo. A zakładam, że jeśli ktoś wybiera szkołę z internatem to zazwyczaj albo mieszka na wsi, albo w małym mieście, w którym tych wszystkich rzeczy nie jest w stanie doświadczyć.
  • Mnóstwo nowych ludzi, wiele znajomości. Jeśli się przez 5 dni w tygodniu mieszka z kimś w jednym pokoju, to siłą rzeczy ciężko jest się nie zaprzyjaźnić. Poza tym jeśli masz problem z jakimś zadaniem, zazwyczaj znajdzie się ktoś, z kim możesz to przedyskutować, albo po prostu uczyć się razem i wspierać.
  • Życie w internacie to pierwsze kroki do samodzielności. Nikt Cię nie obudzi, jeśli prześpisz budzik, nie kupi za Ciebie szamponu do włosów, nie odkurzy w pokoju, ani nie zrobi herbaty. Może to dla niektórych abstrakcja, ale z pewnością wielu osobom, do tej pory nieco rozpieszczanym, internat może pomóc w usamodzielnianiu się.

    Minusy

  • Brak prywatności. W internacie nie ma co liczyć na to, że się zostanie na chwilę samemu, chyba, że niespodziewanie lekcje w szkole szybciej się skończą 😀 Zazwyczaj jednak zawsze gdzieś się ktoś kręci i nigdy nie wiesz, czy nie zechce zapukać akurat do Twojego pokoju.
  • Wspólne łazienki i prysznice, których zawsze jest za mało. Zdarzało się stać w kolejkach do nich po 15-20 minut, a gdy już się udało jeden dorwać, też trzeba było się spieszyć. Ostatecznie wcale nie była to jakaś wielka tragedia, ale niekiedy, gdy czekała jeszcze nauka, takie stanie w kolejce było bardzo denerwujące.
  • Stołówkowe jedzenie. Jeśli się mieszkało w internacie, trzeba było też wykupować pakiet na posiłki, mimo iż mieliśmy jakąś tam małą, wspólną kuchnię. Wychodziło z pewnością drożej, niż gdybym mogła sobie sama gotować, a poza tym różnorodność była średnia. Jednak na plus na pewno był fakt, że przynajmniej dostawało się wszystko gotowe i nie trzeba było po tym sprzątać = zaoszczędzony czas. Podobno w stosunku do innych internatów i tak mieliśmy dobrze, bo na śniadania i kolacje mogliśmy wybierać jedzenie ze szwedzkiego stołu, właściwie bez ograniczeń, podczas gdy w niektórych placówkach było to wydzielane (konkretne ilości na jedną osobę).
  • Traktowanie nas jak dzieci. Nawet gdy się już miało to 18 lat, wciąż trzeba było wracać najpóźniej o 21, a każde wyjście wpisywać do specjalnego zeszytu, natomiast po 22 nie można już było siedzieć u nikogo innego w pokoju (chociaż wiadomo, jak się było cicho to można było to jakoś obejść). Raz w tygodniu należało też sprzątać pokój, a później wołać wychowawców, by to sprawdzili… Dla mnie trochę przesada.

Warto czy jednak nie?

Przez te trzy lata spędzone w internacie z pewnością trochę narzekałam i nie zawsze wszystko mi się podobało. Denerwował brak prywatności, sporo ograniczeń, mały pokój. Jednak gdybym miała wybierać jeszcze raz, zrobiłabym to samo. Nikt nie odbierze mi wspomnień ani przyjaźni, które dzięki internatowi zdobyłam. Nauczyłam się tam wiele i sporo też przeżyłam, a raczej nie doświadczyłabym tego, zostając na swojej rodzinnej wsi. Internat to także, a może przede wszystkim, szkoła, a w niej wspaniali nauczyciele, którym teraz na studiach dziękuję za to, że kiedyś dręczyli nas tymi twierdzeniami i dowodami.

Jeśli zastanawiasz się nad szkołą z internatem i jednak trochę się boisz, wahasz, moja rada jest prosta: spróbuj. Wytrzymaj chociaż ten pierwszy miesiąc, a po tym czasie powinieneś być w stanie zdecydować, czy chcesz zostać, czy to jednak nie jest dla Ciebie. Pamiętaj też, że w każdej chwili możesz zmienić decyzję i zacząć codziennie dojeżdżać do szkoły, znaleźć jakieś mieszkanie np. ze studentami, albo wrócić do swojej rodzinnej miejscowości i to wszystko jest w porządku. Internat na pewno nie spodoba się każdemu. Jeśli jednak ja się na to zdecydowałam i nie żałuję (a uwierzcie, lubię wygodę, spokój i zazwyczaj duże grupy ludzi mnie przerażają) to myślę, że większości osób również spodoba się takie rozwiązanie.

A może ktoś z Was też mieszkał w internacie i chce podzielić się swoją historią? Czytajcie, komentujcie, wysyłajcie znajomym!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *