Domyślam się, że wielu z Was ma teraz wakacje. W tych letnich miesiącach, gdy trwa przerwa od szkoły czy uczelni, często się rozleniwiamy. Do pewnego stopnia to jest dobre, bo przecież właśnie teraz jest czas na odpoczynek. Jednak gdy zaczyna to się przeciągać w nieskończoność, być może to znak, że warto wziąć się za siebie i coś zmienić. Dzisiaj podpowiem Wam, co pomaga mi przezwyciężyć nastrój „niechcemisie” i sprawia, że przestaję mieć wyrzuty sumienia.

Zanim jednak do tego przejdziemy, chciałabym wspomnieć o czymś jeszcze. Chyba każdy z nas widzi, jak świat ostatnio przyspiesza, jak bardzo idzie do przodu. Wiąże się to z tym, że i od nas wymaga się ciągłego dokształcania, pracowania ponad siły. Nie dajcie złapać się w tę pułapkę, gdy czujecie się gorsi, bo zamiast uczyć się nowego języka oglądacie serial. We wszystkim trzeba znaleźć złoty środek i nikt inny nie odkryje za Was tego, co jest dla Was ważne. Pozwólcie sobie na chwilę słabości i odpoczynku, jeśli akurat tego potrzebujecie. Ale ten odpoczynek musi być całkowity – nie chodzi tylko o to, że fizycznie nie robicie nic mocno angażującego. Wasza głowa także musi być czysta i spokojna. Wiem to po sobie – jeśli odpoczywam i jednocześnie wyrzucam sobie, że powinnam teraz robić coś innego, to tak naprawdę nie jest żaden relaks.

No dobra, myślę, że wiecie już o co chodzi. Teraz czas na kilka moich „trików”, które działają praktycznie zawsze, gdy nic mi się nie chce, a muszę zmusić się do pracy.

  • Mów do siebie

    Dziwne? Może i tak, ale pomocne 🙂 Już tłumaczę, o co chodzi.
    Odkryłam to jakiś czas temu przez przypadek. Bardzo nie chciało mi się sprzątać, ale kuchnia zdecydowanie tego wymagała. Dlatego zaczęłam mówić sobie: „ok, teraz wytrzyj ten blat. Umyj naczynia; no, już niewiele zostało. Zrób porządek w przyprawach.” itd. Mówiłam to sobie w głowie, ale można równie dobrze na głos. To pomogło mi jakoś zająć myśli i przestawić mnie na inny tor. Już nie pamiętałam o tym, że mi się nie chce. Wiedziałam natomiast, że teraz muszę umyć kuchenkę :)To działa także w innych sytuacjach. Czasami wykorzystuję ten trik, gdy nie mam już siły na wieczorną pielęgnację, na peelingi i maseczki. Wtedy krok po kroku mówię do siebie, co jeszcze muszę zrobić i jakoś działa.Myślę, że kryje się w tym trochę tej filozofii, by dzielić jedno duże zadanie na kilka mniejszych. No i tak, jak już wcześniej pisałam – to po prostu zajmuje myśli i sprawia, że czas szybciej mija.

  • Znajdź taki obowiązek, z którego musisz się wywiązać

    Co tu dużo mówić – gdy ja sama ustalam sobie, że zrobię to, to i jeszcze tamto, to nie mam zbyt dużej presji. No okej, mam to zrobić, ale czy muszę koniecznie teraz? Czy coś się stanie, jeśli przełożę to na następny dzień?
    Efekt? Moje plany w lesie, a ja wkurzam się sama na siebie. Jest jednak coś, co mi w tym pomaga. Muszę mieć chociaż jedną taką rzecz, która ma konkretnie ustalony termin i wiem, że muszę się do niej przygotować. W tym momencie dla mnie są to korepetycje. Jasno ustalony cel – trzeba ogarnąć jak wygląda podstawa programowa, przygotować jakieś zadania; jeśli są to młodsze dzieci to też jakieś atrakcje, które pozwolą im łatwiej przyswoić materiał.Jak się to ma do moich pozostałych planów? Ano tak, że po pierwsze, jak już coś robię to nakręcam się i mam więcej energii, by przejść do kolejnego zadania; po drugie świadomość tego, że będę miała zajęty cały dzień sprawia, że muszę ogarnąć inne zadania wcześniej, bo później zwyczajnie nie będę miała możliwości. Polecam znaleźć sobie coś podobnego. Prowadzenie bloga też motywuje – zobowiązałam się publikować w miarę regularnie i w trakcie tych wakacji zrobić też kilka innych rzeczy (możesz o tym przeczytać tutaj).

  • Zmień dietę

    Pewnie teraz pukacie się w głowę i zastanawiacie, co ma jedno do drugiego. No właśnie ma, i to nawet sporo.
    Przyznaję się bez bicia – nie zawsze jadam idealnie. Czasami mam ochotę na coś słodkiego czy jakiegoś fast fooda. I to jest okej, jeśli zna się umiar. Ale wiadomo, jak to bywa: mówisz sobie, że to już ostatni raz w tym tygodniu, a godzinę później znów zajadasz się czipsami. Zdarza się, że tracimy nad tym kontrolę, nie wiedząc nawet, kiedy i jak to się stało.A teraz zastanów się: czy nie czułeś się nigdy śpiący i otępiały po jedzeniu? Czy nie miałeś zawrotów i bólów głowy? Czy nie brakowało Ci energii już od samego rana, nawet po zjedzeniu obfitego śniadania i wypicia kawy?No właśnie.

    Nie będę się tutaj rozwodzić nad tym, co powinieneś jeść, a czego Ci nie wolno. Gdziekolwiek nie spojrzysz, pełno jest na ten temat informacji. Ja zostawię Cię tylko z myślą, że ciało masz jedno i tak, jak będziesz o nie dbać, tak później ono Ci się odwdzięczy.

    Jest jeszcze jeden podświadomy powód, dlaczego napisałam o tym na swoim blogu. Jakiś czas temu zaczęłam post warzywno-owocowy dr Dąbrowskiej. Stąd takie przemyślenia. Widzę, ile korzyści mi to przynosi, mimo że jest ciężko. Jeśli macie ochotę, poczytajcie o tym, myślę, że warto. Może nawet za jakiś czas opiszę, jak to z tym było u mnie.

    A teraz do roboty! Przy okazji przypominam, że możecie śledzić mnie na Facebooku i Instagramie.

6 thoughts on “Jak zmusić się do pracy, gdy totalnie Ci się nie chce”

  1. Jeśli są to obowiązki domowe można się zmusić do ich wykonania, ale jesli chodzi o stworzenie czegoś kreatywnego, wymagającego przemyślenia kilku kwestii warto skorzystać najpierw że spaceru czy przewietrzenia całego pomieszczenia. Zmuszanie się w tym przypadku raczej nie zda egzaminu 🙂

    1. Jasna sprawa 🙂 Napisałam o tym, że odpoczynek również jest ważny. A wymienione sposoby są raczej pomocne na dłuższą metę, żeby takich chwil „niechcemisię” było jak najmniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *