Hejka! Wiem, dawno mnie nie było, ale na studiach jest teraz gorący okres. Korzystając z chwili oddechu, podrzucam wpis o tym, co robić, by wydawać mniej na jedzenie, nie tracąc jednocześnie na jego jakości. Na końcu znajdziecie też przepisy na dwa szybkie i stosunkowo tanie obiady.

Na pierwszym roku studiów mieszkałam ze znajomymi z liceum, więc logiczne, że każdy z nas sam dbał o swoje posiłki. Zdarzało się, że robiliśmy razem pizzę lub jakiś inny, większy obiad, ale generalnie jadaliśmy osobno.
Na początku byłam przerażona tym, ile trzeba wydać na jedzenie. Byłam przekonana, że miesięcznie będzie to jakieś 200, góra 250 zł. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia, tym bardziej, że na początek trzeba było „zainwestować” w produkty, które zawsze powinny być w domu: makarony, ryż, kasze, mąka itp. Można się więc spodziewać, że pierwszego miesiąca wydałam dużo więcej, niż to sobie założyłam.
Warto tutaj wspomnieć, że od zawsze byłam typem osoby, która nie lubiła wydawać dużo na jedzenie – zdarzało mi się jeść kaszę kuskus z rozpuszczonym żółtym serem 😀 (swoją drogą, to jest naprawdę niezłe). Wolałam odłożyć pieniądze na konto oszczędnościowe, by móc później kupić sobie coś, co bardziej mi się przyda. Wtedy uważałam, że to mądre i dorosłe podejście. Dzisiaj też jestem z siebie dumna, że potrafię oszczędzać, ale wiem też, że trzeba to robić z głową. Da się przeżyć za 50 zł tygodniowo, ale jakim kosztem?
Odkąd mieszkam z chłopakiem, moje przyzwyczajenia dotyczące jedzenia uległy dość sporej zmianie. Pełnowartościowe obiady gotujemy niemalże codziennie, zawsze jest u nas mnóstwo owoców i warzyw, często zdarzają się też droższe produkty, których nie kupiłabym jeszcze rok temu. I cieszę się z tej zmiany, bo jemy zdrowo i różnorodnie, próbujemy nowych potraw, a przy tym nie wydajemy wcale astronomicznych sum. Poniżej zamieszczam kilka wskazówek, którymi kierujemy się podczas zakupów spożywczych.
1. Rób większe zakupy raz w tygodniu (z listą!)
W ciągu tygodnia spisujemy na kartce produkty, które się kończą, a które są u nas podstawą. Planujemy też mniej więcej obiady i składniki do nich także dopisujemy na listę.
Zakupy robimy zazwyczaj w weekend, albo jakiś wolniejszy dzień w środku tygodnia (polecam robić to rano, wtedy kolejki do kasy są dużo krótsze). Kupujemy przede wszystkim rzeczy z listy oraz to, co będziemy chcieli zjeść na pozostałe posiłki.
W ciągu tygodnia wystarczy tylko wejść do sklepu po mleko czy chleb. Ograniczenie wizyt w sklepach pomoże ograniczyć także niekontrolowane wydatki.
2. Szukaj promocji i rób zapasy
Za każdym razem, gdy jesteśmy w jakimś markecie, bierzemy gazetki z ofertą na przyszły tydzień. Później przeglądamy je, porównujemy i zakreślamy te rzeczy, które chcemy kupić. Wiadomo, nie będziemy jechać po jedną rzecz tylko dlatego, że jest o złotówkę tańsza niż tam, gdzie zazwyczaj kupujemy. Ale czasami różnica jest naprawdę dość spora, a jeśli w dodatku jest to coś, czego można kupić więcej za jednym razem, to się naprawdę opłaca.
Gdy widzisz, że w promocji są kasze, makarony czy inne produkty, które mogą dłużej poleżeć, a których dużo używasz – rób zapasy. Za jednym razem wydasz trochę więcej, ale patrząc na to długofalowo – zaoszczędzisz. No i nie będziesz musiał biec do sklepu, gdy coś Ci się niespodziewanie skończy 😉
Nie można też jednak przesadzać. Musisz mniej więcej wiedzieć, ile jesteś w stanie zjeść, żeby później nie okazało się, że musisz coś wyrzucić, albo nie masz już gdzie tego trzymać.
3. Kontroluj wydatki
Warto jest zbierać paragony i wpisywać wszystko w jakiś arkusz, by pod koniec tygodnia/miesiąca skontrolować kwotę wydawaną na zakupy spożywcze. Jest to bardzo przydatne szczególnie wtedy, gdy dopiero zaczynasz życie z dala od rodziców i musisz sam zadbać o swoje posiłki. Nie mówię, by odmawiać sobie jedzenia! Ale czasami patrząc na takie zestawienie można się nieźle zdziwić, ile pieniędzy poszło na kolejne przekąski, dania na mieście, albo ile jedzenia trzeba było wyrzucić, bo się o nim zwyczajnie zapomniało. Nikt nie jest idealny i nie mówię, że każdy zakup trzeba dokładnie przemyśleć, ale czasami może warto ugotować coś na szybko, zamiast zamawiać pizzę.
Tutaj pomocna może być myśl, że zaoszczędzone pieniądze mogą przybliżyć nas do kupna czegoś, o czym myślimy od dłuższego czasu. Następnym razem warto się zastanowić – jedzenie na mieście czy może jednak wymarzone buty? 😉
4. Zabieraj jedzenie na uczelnię
Nie wiem, jak wygląda Twój plan, ale jest duże prawdopodobieństwo, że przynajmniej jednego dnia przerwa obiadowa wypada Ci wtedy, gdy jesteś na uczelni. Od tego są stołówki i okoliczne restauracje, w których można się najeść za około 15 zł. I to jest w porządku od czasu do czasu, gdy masz ochotę zjeść coś ciepłego czy dzień wcześniej zwyczajnie nie chciało Ci się przygotowywać posiłku.
A teraz pomyśl, jak to wygląda, gdy jadasz poza domem trzy, cztery razy w tygodniu. Dolicz do tego jeszcze te wszystkie kawy za 2 zł i batoniki z automatu. Wiem, jednorazowo to jest niewielka kwota i nikt się nad tym nie zastanawia. Ale gdy podliczysz, ile się tego zbiera w ciągu tygodnia – suma zaczyna zadziwiać. Sama się ostatnio na tym złapałam – tu kawka, tam jakieś ciastko, jak miałam okienko to obiad. No i wydatki na jedzenie były większe, niż zazwyczaj.
Co zatem warto robić? Przygotuj sobie posiłki dzień wcześniej. Jest sporo ciekawych dań, których przyrządzenie nie zajmuje dużo czasu, a są smaczne i z powodzeniem mogą zastąpić stołówkowy obiad. Zainwestuj w dobry kubek termiczny i rób sobie kawę rano. Zabieraj ze sobą owoce, a jeśli chcesz coś bardziej słodkiego – kupuj to w marketach. Na pewno wyjdzie taniej niż w automacie 🙂
Jeśli chcecie, mogę kiedyś wrzucić kilka przepisów na dania, które zabieram ze sobą na uczelnię.

Rady mogą się wydawać oczywiste i wszystkim znane. Zastanów się jednak, czy rzeczywiście z nich korzystasz, czy tylko czytasz o tym, by uspokoić sumienie :D. Wrzucam jeszcze obiecane dwa pomysły na szybki obiad. Nie są to pewnie dania mega zdrowe czy wymyśle, jednak może kogoś zainspirują 😉
• Kurczak z fasolką szparagową w sosie pieczarkowym

Składniki(na 2 głodne osoby)
– 0,5 kg piersi z kurczaka
– 30 dag pieczarek (tutaj można poszaleć, wedle własnych upodobań)
– śmietanka 18%
– 45 dag fasolki szparagowej (mrożona czy świeża – w zależności od sezonu)
– sos pieczarkowy w proszku (można bez, jak ktoś baaaaardzo nie lubi czegoś takiego)

Wykonanie
Kurczaka kroimy w kostkę, podsmażamy na odrobinie oleju, ale tak, żeby się raczej nie przybrązowił. W międzyczasie gotujemy fasolkę ( u nas na parze) i kroimy pieczarki w średniej grubości plastry. Gdy kurczak będzie gotowy, ściągamy go z patelni i wrzucamy tam pieczarki. Bez oleju, puszczą wodę i będzie git 😀 Chwilę podsmażamy i ściągamy z ognia. Ugotowaną fasolkę wrzucamy do jednego garnka z kurczakiem i pieczarkami. W osobnym naczyniu mieszamy trochę śmietanki z sosem. Ja to robię na oko – mniej więcej połowa małego opakowania śmietanki i łyżka sosu. Na początek lepiej dać mniej, w razie czego można dołożyć. Dodajemy sos do reszty, mieszamy i gotowe! Można dodać soli czy pieprzu, co kto lubi.

Czas: 20-30 minut
Cena: ok. 14 zł

Zdecydowanie nie jestem mistrzem w robieniu zdjęć, ale uwierzcie, że to jest pyszne 😀 Albo najlepiej sami się przekonajcie!
• Chińskie warzywa z polędwicą wieprzową i makaronem sojowym

Składniki(tutaj już bardziej na 3 osoby)
– 25 dag polędwicy wieprzowej (jak ktoś nie lubi, to może być kurczak, ale wtedy tak z 0,5 kg)
– mieszanka chińskich warzyw (mrożone, chyba że komuś chce się to kompletować osobno)
– 15-20 dag makaronu sojowego
– sos Red Thai – opcjonalnie
– przyprawy: chili, słodka papryka, sól

Wykonanie:
Mięso kroimy w cienkie paseczki, podsmażamy tak, żeby nie było surowe. Po tym kroku wrzucamy na patelnię mieszankę warzyw, od czasu do czasu mieszamy.
Makaron zalewamy wrzątkiem i zostawiamy pod przykryciem przez kilka minut.
Do naszej mieszanki dodajemy albo sos Red Thai, albo wymienione wyżej przyprawy. Można to i to, polecam trochę poeksperymentować. Gdy warzywa będą miękkie, a makaron gotowy, łączymy wszystko i mieszamy.

Czas: 15-20 minut
Cena: ok. 12,50 zł (16,50 z sosem)

 

To jest ten sosik, który ja wykorzystuję u siebie w kuchni, ale można poeksperymentować z innymi – może odkryjecie coś super? 😉

 

Mam nadzieję, że kogoś ten wpis zainspiruje. Podrzucajcie w komentarzach swoje pomysły na szybkie i niedrogie obiady i dajcie znać, jak to wszystko u Was wygląda.

Jeśli nie chcecie przegapić kolejnych postów, polecam śledzić mnie na Facebooku i Instagramie. Trzymajcie się!

 

9 thoughts on “Jak wyglądają moje zakupy spożywcze na studiach? Kilka porad + pomysły na szybki i tani obiad”

  1. Fajne propozycje. Ja za czasów studenckich nauczyłam się gotować coś z niczego. Jak już się przebimbało wszystkie pieniądze na imprezy, to trzeba było przetrwać jakoś jedząc za grosze. Teraz już bym tak chyba nie potrafiła 🙂

  2. Sama zauważyłam, że zaczęłam dobrze jeść w momencie, kiedy przestałam mieszkać sama. Druga osoba
    Mobilizuje do zdrowych nawyków. Podobnie jak Ty, robię zakupy raz w
    Tygodniu z lista, a codziennie dokupuje tylko te produkty, które
    Misza być super świeże. Ale też z listą, tak, aby zrobić konkretne danie 🙂

  3. Masz bardzo podobne podejście do wydawania jak ja. Ja też wolę robić zapasy, gdy są promocje i kupować z głowa. Mój chłopak nadal ma nawyki z domu i nie bierze tego na poważnie, ale z każdymi zakupami jest u niego zmiana, co bardzo mnie cieszy. Postaram się wykorzystać te przepisy, które podałaś, szczególnie na danie chińskie, bo nie przepadam za fasolką. Jakaś trauma z dzieciństwa.
    Pozdrawiam :))

  4. Zakupy na studiach to był dla mnie dramayt , dwie skrajności 😀 Z reguły kupowałam masę jedzenia, którego nie zjadałam lub prawie nic nie miałam w lodówce, bo rzadko bywałam w domu 😀 Najgorszym problemem było dla mnie jednak gotowanie – dla samej siebie to się średnio opłacało (i chciało) 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *