U wielu z Was pewnie trwa jeszcze sesja, później trochę odpoczynku i co, zaczynamy nowy semestr? 🙂

W semestrze letnim zawsze jest jakoś łatwiej, przynajmniej dla mnie. Zaczyna się robić cieplej, perspektywa wakacji nie jest już tak odległa, a wstając na poranne zajęcia nie musisz zapalać w domu wszystkich świateł, bo zwyczajnie robi się już jasno. Niby nic, a jednak 😉

Mimo wszystko zdaję sobie sprawę, że każdy nowy semestr to nowe wyzwania, inni prowadzący, inny plan. Z tym wszystkim wiąże się pewnie trochę stresu, trzeba na nowo wdrażać się w ten cały system, co bywa frustrujące. Jednak warto pomyśleć o tym wszystkim też w inny sposób – że nowy semestr to w pewnym sensie nowy start, czysta kartka. Dlatego dzisiaj porozmawiamy sobie o tym, co zrobić, by zacząć go jak najlepiej.

NAJPIERW ZAKOŃCZ STARY SEMESTR

Gdy wprowadzasz się do nowego domu, nie zabierasz ze sobą zniszczonych czy niepotrzebnych rzeczy z poprzedniego lokum, prawda? Dlatego by móc wkroczyć w nowy semestr z pełnią sił i czystą kartą, zakończ odpowiednio poprzedni. Co to znaczy?

Jeśli zaliczyłeś już wszystkie kursy i możesz cieszyć się wolnością, świetnie. Jeżeli jednak wciąż zmagasz się z sesją i masz już dość – nie poddawaj się. Nie myśl sobie, że „jakoś to będzie”, nie nastawiaj się, że i tak będziesz musiał poprawiać kurs w przyszłym semestrze. Zepnij pośladki i zrób wszystko, co w Twojej mocy, by zdać to wszystko teraz. Rozłóż sobie odpowiednio naukę i myśl racjonalnie. Jeśli zbyt wiele egzaminów nakłada Ci się w zbliżonym terminie, może warto zostawić sobie jakiś z myślą, że zaliczysz go w drugim terminie? Czasami takie rozwiązanie jest lepsze, niż uczenie się wszystkiego po trochu i w efekcie konieczność poprawiania większości.

WYCIĄGNIJ WNIOSKI

Gdy już spełnisz poprzedni punkt, usiądź na spokojnie i przeanalizuj cały miniony semestr. To się sprawdza szczególnie na początku studiów. Nad czym warto się zastanowić?

  • Czy Twój plan Ci odpowiadał? Czasami uczelnia narzuca grafik zajęć z góry, ale niekiedy sami mamy możliwość wyboru (wiadomo,  z pewnym ograniczeniami). Ja zaobserwowałam, że mało osób dobrowolnie wybiera zajęcia na najwcześniejszą godzinę. U mnie natomiast to się sprawdza. Zazwyczaj nie chce mi się wstawać, ale gdy już to zrobię, to czuję się dużo lepiej. Nie znoszę za to zaczynać zajęć np. o 11, bo wtedy mam wrażenie, że rozbija mi to cały dzień. Cokolwiek zacznę rano robić, ciągle mam w głowie, że zaraz będę musiała wyjść na uczelnię. Zastanów się, jak to jest u Ciebie, które godziny najbardziej Ci odpowiadają, czy chcesz robić sobie okienka na obiad czy wolisz mieć zajęcia w jednym ciągu. Więcej o układaniu planu możesz przeczytać tutaj.
  • Jaki system nauki jest dla Ciebie najlepszy? Jesteś typem osoby, która wraca z zajęć i od razu zabiera się do pracy czy wolisz raczej przysiąść nad tym raz a konkretnie, np. w weekend? Jesteś systematyczny czy zostawiasz wszystko na ostatnią chwilę? Jeśli dotychczasowy system nauki Ci odpowiadał, to super. Jeżeli natomiast coś było nie tak, chodziłeś wiecznie zmęczony, zarywałeś nocki, by wykonać jakiś projekt i zdawałeś większość w drugim terminie – może warto coś zmienić?
    Ja od jakiegoś czasu próbuję działać tak, by weekendy mieć wolne. Nie zawsze wychodzi, bo czasami jest tyle pracy, że trzeba i weekend na to poświęcić. Jednak świadomość tego, że zazwyczaj sobota i niedziela są czasem dla mnie, który mogę wykorzystać w dowolny sposób – no, czy nie jest to kuszące? 🙂 Nikogo oczywiście nie namawiam, każdy ma swój styl nauki. Ważne tylko, by jak najszybciej odkryć to, co da nam najwięcej korzyści.
  • Ważna jest także metoda, która pozwoli jak najlepiej przyswoić wiedzę. Studia dość mocno różnią się od szkoły, przynajmniej w moim przypadku, więc na początku musiałam mocno przewartościować swój system. Wiecie, przyzwyczajona do tego, że w liceum nie musiałam się za bardzo uczyć matematyki, bo wiele wyciągałam z lekcji, próbowałam tak samo zrobić na studiach. Niestety, ilość godzin jest tak bardzo ograniczona, że prowadzący nie są w stanie przerobić na zajęciach tak wiele zadań, ile by się chciało.
    Czasami dostajemy do nauki mnóstwo tekstu, tzw. pamięciówki, którą jednak trzeba też rozumieć. Na to też należy znaleźć swój sposób, bo „czytanie” skryptów po kilka razy na niewiele się przyda. Planuję taki wpis, o tym, jak się uczyć w zależności od przedmiotu, ilości i rodzaju materiału. Dajcie znać, czy bylibyście czymś takim zainteresowani 😉
  • Odpowiedz sobie szczerze, czy wystarczająco przykładałeś się do nauki? Chodziłeś na wykłady i brałeś w nich czynny udział? Na blogu możesz przeczytać o najczęściej popełnianych przez studentów błędach. Być może niektóre z nich dotyczą także Ciebie, z czego możesz sobie nie zdawać sprawy 😉

POLUB STUDIA

Skoro już zdecydowałeś się studiować i po pierwszym czy nawet drugim semestrze jeszcze stamtąd nie uciekłeś – zrób wszystko, co w Twojej mocy by te studia jak najbardziej polubić. Oczywiście jeśli już tak jest, to świetnie, ale nie każdy musi to czuć od samego początku.
Nie będę ukrywać, ja przez długi czas miałam tak, że nie lubiłam przebywać na kampusie. Cała prawda o mnie kryje się w tym memie. Po skończonych zajęciach uciekałam czym prędzej do domu. Mając okienko, bądź po prostu w przerwie między zajęciami wolałam poczytać sobie książkę niż rozmawiać z innymi. Teraz trochę się to zmieniło, bo przez taką niezobowiązującą rozmowę można poznać naprawdę ciekawych ludzi, którzy mają podobne pasje ;). To zawsze jakiś czynnik motywujący do tego, by pojawiać się na uczelni.
Poza tym zaczęłam czuć się tam bardziej „swojsko”. Myślę, że takie coś przychodzi z czasem, ale warto sobie pomóc i przyspieszyć ten proces. W jaki sposób?

  • Może zapisz się do koła naukowego? Ja miałam takie myśli, chodziłam na warsztaty organizowane przez jedno koło i byłam pewna, że do nich dołączę. Stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie, że nie mam czasu i ochoty na wyjazdy, obowiązkowe spotkania, składanie jakichś raportów. Ale ja jestem introwertykiem, więc nie sugerujcie się mną 😉 Myślę, że uczestnictwo w kole naukowym może być świetnym doświadczeniem i dobrym krokiem do tego, by polubić studia. Jest jeszcze alternatywa, bo może jeśli nie koło, to jakieś inne organizacje studenckie, wolontariat? Możliwości jest sporo, ale nie podam Wam żadnych konkretów, bo na każdej uczelni wygląda to nieco inaczej.
  • Wkręć się w jakiś projekt. Zacznij robić coś swojego, ale pytaj prowadzących, jeśli czegoś nie wiesz, na pewno podpowiedzą. Myślę też, że nie będzie problemu z udostępnieniem Ci pracowni/laboratorium. Może ktoś z Twoich znajomych chciałby zacząć robić coś z Tobą? Spraw, żeby studia kojarzyły się z czymś, co jest dla Ciebie przyjemne, co sam wybrałeś. To naprawdę nie musi być czas spędzony tylko na wkuwaniu gotowych materiałów. Jeśli będziesz czerpał radość z czegoś, co jednocześnie Cię rozwija, to cała reszta tych mniej przyjemnych kursów na studiach przestanie być tak uciążliwa.

ZACZNIJ JUŻ TERAZ

Jeżeli masz z tego wpisu zapamiętać i wcielić w życie tylko jedną rzecz, niech to będzie właśnie ten akapit. Nie marnuj czasu. Są takie semestry, kiedy musisz poświęcić na naukę naprawdę dużo czasu. Jednak są i takie, kiedy wystarczy wykazać się głównie w sesji, a przez te kilka miesięcy nie masz zbyt dużo pracy. I fajnie, ciesz się z wolnego, ale daj też coś od siebie, co może później zaprocentować. Jeśli studiujesz na politechnice, ucz się programowania, elektroniki, fizyki, mechaniki czy czego tam chcesz. Ucz się tak, jak TY masz na to ochotę, nie tak, jak Ci każą. Wybierz tę dziedzinę, która najbardziej Cię interesuje i pogłębiaj swoją wiedzę. Baw się tym, eksperymentuj, nie bój się porażek, bo nikt nie będzie Cię oceniał. Zobaczysz, że to później zaprocentuje, także na studiach. Prowadzący od razu widzi, jeżeli ma do czynienia z kimś, kto naprawdę interesuje się tematem.
Na kolejnych semestrach wielu z nas myśli już o pracy, a takie doświadczenie zdobyte nawet w domowym zaciszu będzie ważne dla pracodawcy. Oczywiście niekiedy konieczne są też kursy, ale to jest już indywidualna sprawa. Ja zachęcam do tego, by jak najwięcej dowiadywać się samemu, metodą prób i błędów. A jeśli nie będziesz mógł czegoś zrozumieć – pamiętaj, że prowadzący na studiach są po to, by Ci pomóc. Jeśli pójdziesz na konsultacje i pokażesz, że robisz coś wykraczającego poza standardowy materiał, z pewnością też zapunktujesz.

No dobra, kto wytrwał do końca, ten w przyszłym semestrze będzie miał średnią 5.0! 😀 Jeżeli zmagacie się jeszcze z sesją, życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki. Pamiętajcie, żeby wrócić do tego posta, gdy będzie się u Was zaczynał nowy semestr :).

Przypominam, że można mnie zaobserwować na Facebooku i Instagramie. Tam dodaję informacje o najnowszych wpisach, ale też moje luźne przemyślenia i urywki z życia. Trzymajcie się ciepło!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *