Dzisiaj przychodzę do Was z drugą recenzją książkową na tym blogu. Pierwszą z nich możecie przeczytać tutaj („Codziennie fit” Marty Hennig). Nie ma co ukrywać, tym razem także jest to pozycja skierowana do węższej publiczności.

Swoją przygodę z Murakamim zaczęłam kilka dobrych lat temu od 1Q84. Bardzo spodobał mi się specyficzny styl pisarza, a także to, że tak gładko połączył pozorne codzienne życie z magiczną historią. Później było jeszcze Norwegian Wood, Po zmierzchu, Ślepa wierzba i śpiąca kobiet. Niektóre książki podobały mi się bardziej, inne mniej.

Gdy dowiedziałam się, że na polski rynek wychodzi kolejna pozycja Murakamiego, w dodatku o bardzo zachęcającym tytule, zapragnęłam ją mieć. Książkę czytałam dość długo, dawkując ją sobie odpowiednio. Jestem kilka dni po skończeniu lektury i myślę, że to dobry moment, by Wam o tym opowiedzieć.

Czym jest „Zawód: powieściopisarz”?

Z pewnością nie jest to pozycja, która zainteresuje każdego. Książka składa się z kilku esejów, w których Murakami opowiada o swojej twórczości, o procesie powstawania jego powieści, o tym, jak w ogóle pisarzem został.

Możemy się sporo dowiedzieć o blaskach i cieniach tego zawodu. Trzeba zaznaczyć, że nie jest to żaden poradnik, który podpowie nam, jak napisać i wydać książkę. Są to zapiski i przemyślenia z życia Murakamiego, z których możemy sporo wyciągnąć. Pisarz porusza takie kwestie jak nagrody literackie czy oryginalność.

„Zawód: powieściopisarz” pozwala przyjrzeć się bliżej sylwetce samego autora. Dowiadujemy się, dlaczego pisze on tak, a nie inaczej, przez jakie trudne sytuacje z tym związane przechodził. Poznajemy też zdanie Murakamiego w sprawie szkół i samego pisania, jako pracy rzemieślniczej.

W książce nie znajdziemy natomiast zbyt wielu fraz zaczynających się od „powinieneś”, „musisz”, „należy”. Jak już wspomniałam, nie jest to poradnik. Nie oczekujmy zatem prostych podpowiedzi, jak pisać czy jak wydać powieść. Ja jednak zdecydowanie bardziej wolę takie lektury, niż właśnie typowe przewodniki. Bazując na tym, co przeżył sam Murakami, jak wyglądała jego ścieżka do bycia takim pisarzem, jakim jest teraz, można jednak wiele się nauczyć. Pod tym względem książka przypomina trochę „Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika” Stephena Kinga.

Czy podobała mi się książka „Zawód: powieściopisarz”?

Ciężko na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Z pewnością miałam wobec niej duże oczekiwania i zastanawiałam się, jak wyglądają takie „codzienne” eseje w wykonaniu tego pisarza. Do tej pory znałam go ze specyficznego stylu, który dobrze sprawdzał się w jego powieściach. Niestety, moim zdaniem, tutaj tylko przeszkadzał w czytaniu.

Momentami miałam wrażenie, jakby książkę pisały przynajmniej dwie różne osoby. Niekiedy Murakami zwracał się do nas jak do przyjaciela, jakby nam coś opowiadał przy popołudniowej kawie. I te fragmenty mi się podobały – trafiały w punkt.
Innym znów razem widziałam ciąg długich, niepotrzebnych wyrazów, tworzących jeszcze dłuższe zdania. Czasami miałam wrażenie, że autor je na siłę wydłużał.

Parząc na spis treści , cieszyłam się, że Murakami podjął takie wątki, bo większość z nich nie jest zbyt często omawiana w książkach tego typu. Jednakże trochę się zawiodłam, bo liczyłam na nowsze, świeższe spojrzenie na te sprawy. Chociaż, trzeba przyznać, niektóre fragmenty dały mi do myślenia i zainspirowały.

W trakcie tej lektury bardzo irytowały mnie też niektóre decyzje, które Murakami podejmował; właściwie sama jego postać, która – niestety – ukazana tam została jako dość nijaka. Autor często powtarzał te same myśli i niekiedy po prostu się nudziłam. No cóż, książkę czytałam długo, bo zwyczajnie nieszczególnie mnie do niej ciągnęło.

Żeby nie było, że widzę same negatywy. Z pewnością nie żałuję czasu poświęconego na „Zawód: powieściopisarz”. Dowiedziałam się sporo o pisarzu, o którym wcześniej nie potrafiłam wyrobić sobie jednego zdania. Myślę, że po jego powieści nadal będę sięgać, ale też patrzeć na nie inaczej, niż dotychczas.

Dla kogo jest ta książka?

Cóż, ciężko stwierdzić. Jeśli jesteś fanem Murakamiego lub po prostu lubisz czytać o tym, jak wygląda życie pisarza i droga do tego, by nim zostać, ta pozycja pewnie Cię zainteresuje. Uprzedzam jednak, że może to zmienić postrzeganie innych dzieł tego autora. Nadal uważam, że potrafi on wykonać kawał dobrej roboty i podziwiam za determinację, o której wspominał w „Zawód: powieściopisarz”.

Jeżeli jednak jesteś pisarzem, albo chcesz nim zostać i liczysz na to, że znajdziesz tutaj jakieś konkretne wskazówki – lepiej się na to nie nastawiaj. Książkę polecam przeczytać, bo wiele można wyciągnąć z lekcji, przez które przeszedł sam Murakami. Jednak, jak już mówiłam, nie znajdziecie tam wiele instrukcji podanych na tacy. Swoją drogą, to jest właśnie duży atut tej książki.

 

 

A ktoś z Was czytał już „Zawód: powieściopisarz”? Jak oceniacie inne powieści Murakamiego? Dajcie znać, jak Wam się podoba jego twórczość 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *