Wiecie, ja tak naprawdę w swoim pierwszym pokoju, który był tylko mój, zamieszkałam dopiero na studiach. Wcześniej, w domu rodzinnym, musiałam dzielić przestrzeń z młodszą siostrą. I nie chodzi o to, że będę teraz narzekać, bo wiem, że wiele osób jest w podobnej sytuacji. Skłoniło mnie to jednak do pewnych przemyśleń, którymi chcę się tu teraz z Wami podzielić.

Tak się złożyło, że teraz w mieszkaniu będę przez jakiś czas całkiem sama. Tydzień już za mną, drugie tyle jeszcze mnie czeka. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo potrzebuję przerwy od ludzi, dopóki tu nie przyjechałam. Jeżeli chcecie wiedzieć, jak to na mnie wpłynęło, czytajcie dalej 😊

W ostatnim wpisie wspomniałam o tym, że zaczęłam post warzywno-owocowy dr Dąbrowskiej. I uwierzcie – moment, kiedy jesteście w mieszkaniu sami, jest najlepszym, by tego spróbować. Nikt nie je przy Was pysznego makaronu z sosem, nie chrupie orzeszków, nie podjada ciastek. Ja traktuję ten post jako okazję do zastanowienia się nad swoim odżywianiem i ogólnie zdrowiem. Ta dieta jest dość męcząca i na początku zabiera sporo energii. Automatycznie więc potrzebowałam więcej snu, prawie codziennie też musiałam zrobić sobie półgodzinną drzemkę po południu. No i miałam do tego idealne warunki, bo nikt nic ode mnie nie chciał, nikt nie musiał się przejmować tym, żeby mnie przypadkiem nie obudzić. No i nie musiałam się z nikim dzielić łóżkiem 😀

Co jeszcze? Te kilka dni pokazało mi, że warto dla samej siebie zadbać o porządek wokół i wewnątrz mnie. Bez tej presji, że ktoś może za chwilę mnie odwiedzić, albo że komuś będą przeszkadzać moje walające się po podłodze ubrania, sprzątało mi się po prostu przyjemniej. Miałam ogromną ochotę nakładać na siebie maseczki i inną pielęgnację, chociaż zazwyczaj nie mam już na to siły i motywacji.
Mogłam sobie usiąść w środku dnia na podłodze, zamknąć oczy i po prostu pomyśleć i nie rozpraszał mnie żaden dźwięk.

Ciekawe jest też to, jak inaczej wyglądały moje wyjścia z domu. Muszę się przyznać, że jakoś nie lubiłam nigdy wychodzić sama. Spacery bez kogoś pod ręką są u mnie naprawdę rzadkością, a przecież to taka miła odmiana! Mogę wybrać taką porę, która mi idealnie pasuje i nie denerwować się np. tym, że ktoś na mnie czeka. Mogę wejść do biblioteki i spędzić w niej tyle czasu, ile potrzebuję i nikomu nic do tego.

Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, by odizolować się od innych na jakiś czas. Jednak uwierzcie, że warto. Niektórym wystarczą dwa dni, ktoś inny będzie potrzebował miesiąca. Pomyślcie o tym, że robicie to dla siebie, dla własnego zdrowia i spokoju. Po to, by zrozumieć, że jest się kimś ważnym i tak siebie traktować. A wiecie, co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że po takim czasie spędzonym w samotności tęskni się okropnie za bliskimi i jeszcze bardziej docenia ich obecność.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *