Odkąd żyję bardziej świadomie, po swojemu i napatrzyłam się na postawy „daj, bo mi się należy” – zaczęłam też inaczej postrzegać pojęcie jakim jest wdzięczność. Było dla mnie naturalnym, że raz na jakiś czas robię sobie w głowie przegląd rzeczy, za które chcę podziękować. Często było to pomocne, gdy miałam zły humor i wydawało mi się, że nic dobrego mi się w życiu nie przytrafia. Wtedy uświadomienie sobie, jak wiele jest rzeczy, za które mogę być wdzięczna, sprawiało, że czułam wręcz wstyd. Dopiero jakiś czas później przeczytałam na blogu Ani (aniamaluje), że na temat wdzięczności jest sporo badań. Ona sama praktykuje to ćwiczenie w ten sposób, że wymienia trzy rzeczy, za które danego dnia jest wdzięczna. Ja może nie robię tego tak regularnie, ale często przed zaśnięciem analizuję minioną dobę, czasami też rozmyślam w autobusie, na spacerze czy po prostu jak mnie najdzie na to ochota.

Ale dzisiaj nie chcę skupiać się na samym ćwiczeniu wdzięczności i na tym, jakie przynosi to korzyści. Ten wpis jest efektem moich przemyśleń, które chodzą za mną już od dłuższego czasu. Pewnego wieczora, leżąc w łóżku, zastanawiałam się, za co jestem danego dnia wdzięczna. I były to rzeczy w stylu: „za zdany egzamin”, „za napisany post na bloga”, „za to, że posprzątałam całe mieszkanie”, „za rekord w kostce Rubika”, „za zrobienie wielu produktywnych rzeczy”. I wtedy uświadomiłam sobie, że chyba coś poszło w złą stronę.

TO EFEKTY TWOJEJ CIĘŻKIEJ PRACY

Zdany egzamin jest skutkiem tego, że długo i efektywnie się do niego uczyłam. Nowy post na blogu powstaje dzięki temu, że siadam przed komputerem na kilka godzin i po prostu go piszę. Czyste mieszkanie – znów efekt mojej pracy, która zajęła mi sporo czasu. Tak samo rekordy w kostkach czy wszystkie inne rzeczy, które przyczyniają się do rozwoju mojej wiedzy czy życia. Nie zrozumcie mnie źle – wciąż można być za to wdzięcznym, ale ja dałam się złapać na tym, że moje osiągnięcia przypisywałam jakiemuś losowi, jakby zdarzyły się przez przypadek i nie do końca na nie zasłużyłam.

Zamiast tego mogę być wdzięczna za siłę i energię do działania. Za to, że jestem zdrowa, chociaż wszyscy dookoła kaszlą i chodzą zakatarzeni. Za piękną muzykę, która motywuje mnie do działania i tak samo za książki, które sprawiają, że bardziej chce mi się pisać. Widzicie różnicę?

A ZA CO TY JESTEŚ WDZIĘCZNY?

Nie mam zamiaru narzucać nikomu mojego toku myślenia. Cieszę się jednak, że zauważyłam to odpowiednio wcześnie. Ze swoich osiągnięć trzeba być dumnym i zdawać sobie sprawę, że wszystko to jest głównie skutkiem naszej pracy. „Los” może pomóc, ale jak wiele da się zdziałać bez wkładu własnego?

Dzisiaj zachęcam Was do tego, by zastanowić się, za co jesteście wdzięczni. Niestety wielu ludzi wpada w pułapkę myślenia, o którym wspomniałam na początku – „mnie się należy”. Może zamiast tego warto od czasu do czasu zauważyć też te rzeczy, które są nie do końca naszą zasługą, ale przynoszą nam radość?

Jeśli masz ochotę, podziel się tym w komentarzu. Możesz też napisać mi maila, albo wiadomość na Facebooku czy Instagramie. A jeśli wolisz, zrób to po prostu we własnej głowie, kiedy tylko nabierzesz na to ochoty 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *