Z długiej zimy zrobiło nam się niemal od razu lato. Słońce przygrzewa, znów można wychodzić z gołymi kostkami, kasztany kwitną. Jak kasztany, to znaczy, że maj. A jak maj… to już czas matur. Gorący okres w życiu wielu młodych ludzi, mnóstwo stresu, rozwiązywanie arkusza za arkuszem. Jeszcze pewnie nie myślą oni (albo Ty, drogi czytelniku, jeśli jesteś tegorocznym maturzystą) o czekających ich wakacjach, o tym pięknym beztroskim czasie, gdy szkolne obowiązki pójdą w zapomnienie, a wizja studiów będzie jeszcze dalekim, słodkim wyobrażeniem.

Teraz jest jeszcze czas, gdy tak wielu zastanawia się nad swoim życiem, wybiera ścieżkę zawodową, ustala jakieś priorytety. Część osób pewnie po maturze rozstanie się ze szkołą, ale wielu zdecyduje się na studia. Dla nich ten egzamin dojrzałości ma nieco inny wymiar – od tego „zależy całe ich życie”. Coś takiego słyszałam wiele razy. Jak jednak ma się to do rzeczywistości?

SPRAWDZIAN WIEDZY CZY PREDYSPOZYCJI DO WKUWANIA?

Każdy uczeń przeszedł w swojej szkolnej karierze przez wiele przeróżnych sprawdzianów i testów umiejętności. O ile w tych pierwszych latach podstawówki raczej nie zwracamy uwagi na to, jak one wyglądają – ot, kolejna klasówka, którą trzeba napisać – tak wraz z wiekiem wzrasta jakieś poczucie, że to może nie do końca jest tak, jakbyśmy się spodziewali.

Narzekania na szkołę były popularne i będą tak długo, dopóki coś się w naszym myśleniu nie zmieni. Jako korepetytorka (często dzieci z podstawówki) mam na to nieco szerszy pogląd. Widzę, co nie gra, co nauczyciele robią źle. I to nie tak, że próbuję się teraz przechwalać – efekty są zwyczajnie zauważalne wśród moich uczniów, od których nie jeden raz usłyszałam: „ooo! Już rozumiem!”. Albo: „to naprawdę jest takie proste?”.

Prawda jest taka, że w wielu szkołach wciąż nauczane są pewne schematy. Masz takie zadanie, użyj tego wzoru. Nawet przy interpretacji wiersza nie pozwala się popłynąć i wyrazić swojego zdania – musisz trafić w klucz i tyle. Jeśli ktoś pokaże mi jedną jedyną zaletę takiego podejścia – ozłocę. Ale żeby już nie przedłużać…

Wielu uczniów szkół średnich boi się matury z matematyki i to właśnie ona zazwyczaj wypada najgorzej. A w dużej mierze jest ona właśnie takim sprawdzianem określonych schematów postępowania. W dodatku uczeń ma dostęp do karty wzorów, więc dlaczego wciąż tak duży procent osób ma z tym problem? Dla mnie odpowiedź brzmi: bo nie są nauczeni myślenia. Nagle dostają materiał ze wszystkich lat nauki, bez podziału na konkretne działy i nie wiedzą nawet, gdzie tego wzoru szukać.

Żeby ZDAĆ maturę z matematyki, nie potrzeba żadnych specjalnych umiejętności. Wystarczy trochę pomyśleć, rozwiązać kilka przykładowych arkuszy, żeby oswoić się z zadaniami i taką formą. Ważne jest też, żeby wcześniej przejrzeć kartę wzorów i mniej więcej wiedzieć, gdzie co jest, a nie później w stresie szukać tego na maturze.

Podobnie jest z podstawowym polskim i językiem obcym. Jeśli ktoś utrzymał się przez te kilka lat w szkole średniej i chociaż chodził na lekcje, nie ma się co obawiać o te 30% z egzaminu.

Nieco inaczej ma się sprawa w momencie, gdy zależy Ci na dobrym wyniku. Tutaj nie ma się co oszukiwać – odpowiednie przygotowanie do matury rozszerzonej czy nawet do podstawowej, ale z myślą o dostaniu się na studia, to jednak większa ilość czasu poświęconego na naukę (chociaż też nie zawsze, ale o tym później).

Do czego dążę? Do tego, by powiedzieć Ci, że matura tak naprawdę nie znaczy wiele. Nie przejmuj się, jeśli pójdzie Ci gorzej, niż mogłeś się tego spodziewać. Stres i ograniczony czas robią swoje – jestem niemal pewna, że gdyby maturę pisało się w spokojnych, domowych warunkach, wypadałaby ona lepiej.

Zadania bywają różne. Może się zdarzyć, że będą bardzo podobne do tych, na które zerkałeś kilka godzin temu, ale mogą być też takie, których akurat zapomniałeś powtórzyć. Jestem zdania, że jeśli rozumiesz, co się w zadaniu dzieje, ale akurat nie możesz przypomnieć sobie jakiejś zależności czy wzoru, którego nie ma w karcie – nic złego się nie dzieje. Matura to szczególny moment, bo wtedy nie możesz sprawdzić tego, co wyleciało z głowy, ale praktycznie w każdej innej sytuacji będziesz mieć przy sobie internet czy jakieś notatki. Powtarzam, ważne, żeby rozumieć, co się dzieje.

NIE DOSTANĘ SIĘ NA TE STUDIA

Miałam w internacie koleżanki, które starały się o przyjęcie na medycynę i to właśnie od nich najczęściej słyszałam takie słowa. I o ile takie osoby naprawdę mają jakieś podstawy, by się o to obawiać, tak cała reszta – zazwyczaj nie. Okej, są jeszcze kierunki, na które wymaga się naprawdę dobrych wyników z matury, ale to jest mniejszość. Realia są takie, że na te „mniej wymagające” kierunki wystarczy maturę właściwie tylko zdać. Jeśli zależy Ci na czymś, gdzie trzeba mieć więcej punktów rekrutacyjnych, skup się głównie na rozszerzeniu, bo podstawy raczej i tak nie będą się za bardzo w takim przypadku liczyć. Jednak wciąż to nie jest tak, że musisz mieć blisko 100% z matury. Ba, prawdopodobne jest, że nie musisz mieć nawet 80%.

Mój kierunek, jeśli chodzi o liczbę wymaganych punktów rekrutacyjnych, był gdzieś w tej górnej części. Ale wiecie co? Dostałam się na niego z dużym zapasem, mając faktycznie fajny wynik z rozszerzonej matematyki, ale wcale nie zachwycający z fizyki.

Moja rada jest taka: jeśli już wiesz, jaki kierunek Cię interesuje, zerknij na progi punktowe z zeszłych lat. Nie cofaj się raczej bardziej niż o dwa lata, bo to się dość mocno zmienia. Później znajdź przelicznik wyników maturalnych i jeśli chcesz czuć się spokojnie, przelicz sobie, ile mniej więcej punktów będziesz potrzebować. Zobaczysz, że to wcale nie jest tak dużo.

Pamiętaj też, że jeśli nie dostaniesz się z pierwszej rekrutacji, zawsze pozostaje druga, a nawet trzecia. Listy studentów przyjętych na samym początku nie są ostateczne.

Fajne jest też to, że w ramach jednej opłaty rekrutacyjnej zazwyczaj możesz wybrać sobie trzy kierunki na jednym wydziale danej uczelni (przynajmniej tak było trzy lata temu, ale myślę, że wiele się w tym temacie nie zmieniło). Korzystaj z tego! Nawet jeśli upierasz się przy jakimś konkretnym kierunku, zostaw sobie otwartą furtkę i wybierz coś zbliżonego, co też mogłoby Ci się spodobać.

I to nie tak, że namawiam do studiowania substytutów, do wybierania czegoś „w zamian”. Chodzi o to, że często po pierwszym semestrze można przenieść się na inny kierunek w ramach wydziału i zazwyczaj albo nie trzeba nadrabiać nic, albo tylko jeden czy dwa kursy. A jeśli komuś tak bardzo na tym zależy, to nie powinien być dla niego zbyt wielki problem.

ZA CHWILĘ ZAPOMNISZ

Maturę przeżywa się dłużej niż zwykły sprawdzian, potem jest jeszcze niecierpliwe czekanie na wyniki… A chwilę później zapominasz, że coś takiego w ogóle miało w Twoim życiu miejsce. Uwierz, to wszystko nie jest warte Twoich nerwów. Ten test, szumnie nazywany egzaminem dojrzałości, z dojrzałością tak naprawdę nie ma zbyt wiele wspólnego. Tyle w temacie.

ODPOCZNIJ

Drogi maturzysto, domyślam się, że ostatnie kilka tygodni, a nawet miesięcy przetrwałeś pracując więcej niż zazwyczaj. Mimo tego, że wiele osób mówi, że ich matura nie rusza, to wydaje mi się, że niemal dla każdego jest to spore przeżycie. Zatem napisz egzaminy najlepiej, jak tylko potrafisz, a później pozwól sobie rozkoszować się tymi najdłuższymi w życiu wakacjami. Serio, kiedyś chętnie będziesz wracać do nich myślami i żałować, że już się skończyły 🙂

Jak dobrze wykorzystać wakacje przed studiami, opisałam w tym poście. W tym wypadku „dobrze” to moja własna opinia, ale pisałam to na podstawie tego, co sama przeżyłam, jak i tego, co zrobiłabym teraz, gdybym miała taką możliwość. Ty, przyszły studencie, masz szansę dowiedzieć się czegoś ode mnie i zachęcam Cię do tego. A  na koniec chcę jeszcze raz wlać w Ciebie otuchę i siłę, a przede wszystkim przypomnieć, że nie potrzebujesz wspaniałych wyników z matury, by być wartościowym człowiekiem. Chociaż oczywiście życzę Ci tych punktów jak najwięcej!

 

 

 

 

3 thoughts on “Co daje Ci matura i czy naprawdę jest taka ważna?”

  1. Ja może i mam kontrowersyjny pogląd, ale edukacja na maturze powinna się dla wielu skończyć. Dokument spoko, ale też o niczym nie świadczy. Bo niby o dorosłości? Niektórzy i po 30-stce mają siano w głowie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *